Stanęliśmy przy dobrze znanym klubie 'G-A-Y'. Lubiłam tutaj przychodzić z dziewczynami. Harry zaprowadził mnie do baru.
- co zamawiasz? - zapytał mnie szatyn.
- hmm, mojito - odpowiedziałam, posyłając mu przyjacielski uśmiech. Harry zamówił a ja postanowiłam iść do łazienki. Patrząc w lustro nawet sama siebie nie poznawałam. Czułam się obco we własnym ciele. Zmiana - to to czego potrzebuje. Wyszłam z pomieszczenia. Podeszłam do stolika w którym już siedział mój towarzysz.
- twój drink
- dziękuje, mogę zadać ci pytanie?
- wal śmiało
- czemu tak na prawdę zaprosiłeś mnie tutaj?
- ciekawisz mnie
- jesteś jedyny
- a Hemmings?
- co z nim? - zapytałam. Zaczęłam się denerwować.
- chodziłaś z takim gangsterem?
- gangsterem? ja bym tak tego nie nazwała - odparłam - to gówniarz
- na prawdę? przemyca narkotyki, bierze udział w nielegalnych wyścigach, szukam tego, jak go nazwałaś 'gówniarza' od kilkunastu tygodni
- czyli chciałeś się ze mną spotkać aby dowiedzieć informacji?
- poniekąd, jednak gdy cie zobaczyłem na prawdę mi się spodobałaś
- to miłe, chętnie pomogę ci go dorwać
- musimy cię trochę zmienić, zgadzasz się?
- tak
- na sto procent?
- na sto procent!
miesiąc później
Weszłam do mieszkania Harrego. Chłopak czekał już na mnie w swojej sypialni. Weszłam do pomieszczenia, a on podszedł do mnie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- mam coś dla ciebie-powiedział unosząc brwi.
- mam się bać? - spytałam a on pociągnął mnie ze sobą do garderoby. Przede mną ukazały się dwa rzędy broni każdego, możliwego kalibru. Byłam zdenerwowana co wyczuł i ścisnął moją dłoń. Wziął do ręki sporej wielkości pudełko i podał mi je. Gdy je otworzyłam ujrzałam mały pistolet, naboje oraz mały srebrny nóż.
- po co mi to?
- do obrony, nigdy nie wiesz kogo spotkasz, a nie wybaczył bym sobie gdy by coś tobie stało
- kocham cię Harry
- ja ciebie też Jo
Povs Luke'a
Od kilku tygodni siedzę jak na szpilkach. Szuka mnie cała brytyjska policja do tego straciłem miłość swojego życie przez głupią zazdrość, idiota ze mnie. Muszę uciekać. Zebrałem wszystkie swoje rzeczy i wybiegłem z mojego apartamentu, wsiadłem w swoje czarne BMW i ruszyłem w stronę lotniska. Gdy dojechałem, drzwi mojego auta otworzyły się i wsiadła do niego piękna brunetka. Nie ogarnąłem co się właśnie stało.
- co ty tu robisz?! - krzyknąłem
- siedzę - powiedziała nie okazując żadnych emocji
- ale czemu w moim samochodzie? - spytałem
- hmm.. a masz coś przeciwko? - Uśmięchnęła się arogancko.
- yy.. - zamurowało mnie. Tą piękną brunetką była Jo. Miała mocny, prowokacyjny makijaż, wysokie szpilki i kusą sukienke. - no tak jakby...
- nie wiem dlaczego, przecież kochasz mnie na zabój... Nieprawdaż? - Ironizowała.
- tak, zawsze Cie kochałem i nadal kocham
- A Susie?
- Susie miala tylko wzbudzic w tobie zazdrość
- Do prawdy?! - Była wyraźnie wkurzona. - Zawiode Cie. Nie wzbudziła we mnie zazdrości, tylko utwierdziłą mnie w przekonaniu, że kurwa na mnie nie zasługujesz!
Povs Jo
Spoliczkowałam go. A już chwilę później rzuciłam się na niego i zaczęłam całować. Nie mógł mi się oprzeć. Tak łatwo mi ulegał-jak zawsze. Chwilę potem już na nim leżałam i miałam w dłoni jego broń.
- A teraz dobrze się zastanów. - powiedziałam z siebie dumna. - Co chcesz mi powiedzieć.
- Zmieniłaś się Jo. - Patrzył nadal oszołomiony
- Ja się zmieniłam... Wiesz? Może to i prawda... Ale ty też się zmieniłeś i to bardzo. Myślę, że zasługuję teraz na odrobinę informacji... Powiedz mi... Czy na początku jak się poznaliśmy, zajmowałeś się już prochami?
- No nie, ale co to...
- Chwila, odpowiadaj tylko na moje pytania. - Przerwałam mu. - A więc zacząłeś handel jak już byliśmy razem?
- Tak, ale co to ma do rzeczy?
- Cicho! mówiłam, że masz tylko odpowiadać.
- No dobrze
- A teraz mi powiedz, po co ci to było... Te prochy...
- Sam nie wiem Jo, po prostu dla zajęcia. A przy okazji trochę hajsu się nawinęło.
- Dla zajęcia?! Dla zajęcia?! A ja nie byłam dla Ciebie wystarczającym zajęciem? - Mówiłam przez łzy...- Nie wystarczały Ci spotkania ze mną?! I Ty mi mówisz, że mnie kochasz?
- Tak, Kocham Cię Jo..
- Milcz! - Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po Harry'ego. Odebrał po dwóch sygnałach:
- Tak skarbie?
- Mam go. Jestem na lotnisku. - Mówiłam załamanym głosem. - Przyjedź czym prędzej.
- Coś się stało kochana? Płaczesz?
- Nie, no co ty - usmiechnełam się. - Przyjeżdzaj. - Rozłączyłam się.