W nocy nie mogłam spać a co jeśli ten Luke, to jakiś pedofil? Nie to nie możliwe, a jeśli. Cóż. Obudziłam się o dziewiątej, dzięki Deanowi - mojemu młodszemu bratu któremu zachciało się shake z samego rana. Wykapałam się i ubrałam w luźne ciuchy. Byłą sobota. Dzień zakupów z mamą i spędzania czasu u babci Lux. Od samego rana mamy nie było, a wczoraj nie uzgodniłyśmy dzisiejszego dnia. Postanowiłam zadzwonić do niej podczas jedzenia śniadania. Zrobiłam tosty z nutellą i kawę zbożową. Dean oglądał kreskówki podczas gdy ja to spożywałam. Nagle zadzwonił dzwonek. Nie wiedziałam kogo może teraz sprowadzać do nas. Otworzyłam dębowe drzwi.
- hej - w drzwiach stanęła Mia. Moja szkolna przyjaciółka która przeprowadziła się do Australii.
- co ty tu robisz? - krzyknęłam. Z salonu przybiegł Dean, popatrzył na nas i powiedział
- hej Maria - i pobiegł do kuchni.
- wróciłam wczoraj wieczorem, dzwoniłam ale zmieniłaś numer - zaczęła tłumaczyć.
- wejdź - otworzyłam szerzej drzwi. Mia weszła do salonu a ja pobiegłam do kuchni, zrobić herbatę.
- słyszałam że zaczęłaś, studiować w University of New England, moja mama coś wspominała - zaczęła się rozmowa. Rozmawiałyśmy całe czas, niestety zapomniałam zadzwonić do mamy i dowiedzieć się gdzie jest. Niespodziewanie zadzwonił mój telefon, moim oczom ukazał nie znany numer. W treści sms'a napisane było "hej, tutaj Luke, nie miała byś ochoty się ze mną spotkać? xoxo' - zrobiłam wielkie oczy. Skąd on ma mój numer, przeraziłam się. Mia spytała co się stało. Miałam ochotę jej opowiedzieć jednak chciałam dowiedzieć się skąd ma mój numer.
- powiem Ci kiedy indziej, teraz muszę pilnie wyjść, a mogła byś zająć się Deanem - spytała z nadzieją w głosie.
- nie no nie ma sprawy ale jak wrócisz wszystko mi opowiesz - powiedziała
- obiecuje - powiedziałam z uśmiechem. Złapałam sweter, telefon i portfel i wybiegłam z domu. Postanowiłam zadzwonić do Luka i spytać gdzie jest.
- hej, miło że dzwonisz - odpowiedział niskim, zachrypniętym głosem. Muzyka dla uszu.
- chciała bym się spotkać - oznajmiłam - gdzie jesteś? - spytałam
- u Jamesa w domu - odpowiedział. Nie ma to jak balować w wielkiej willi McVeyów i nocować w ich wielkich sypialniach.
- będę tam za piętnaście minut - opowiedziałam i rozłączyłam się. Całą drogę biłam się z myślami. Skąd ma mój numer, skąd zna Jamesa i kim był ten chłopak w kuchni. Miałam mętlik do tego mama nie odzywała się do wieczora. Pewnie będzie zła że nie ma mnie w domu, ale to dla szczytnych celów. Byłam przy bramie gdy mój telefon zaczął wibrować. Wyświetliło mi się ' Babcia Lux'.
- hej babciu - powiedziałam otwierając furtkę.
- hej kochanie, czemu dzisiaj was nie ma - spytała wyraźnie smutna. Babcia Lux byłą samotna. Mieszkała w Newcastle, najmniej zaludnionej części, prócz nas i cioci Dorothy nie miała nikogo.
- mama dzisiaj nie kontaktowała się ze mną ani Deanem, trochę się martwię - powiedziałam wchodząc do ogrodu, postanowiłam wejść tylnymi drzwiami. Idą przez korytarz widziała pozostałości po wczorajszej imprezie. W kuchni spotkałam Denisy, gosposie McVeyów.
- witaj Denii- przywitałam biorą jabłko z koszyka na owoce.
- witaj Josephine - powiedziała starsza pani ubrana w uniform.
- James jest tutaj z kolegami? - spytałam
- tak panicz jest na górze
- dzięki Dan- powiedziałam i weszłam do dużego salonu. Ujrzałam Jamesa, siedział jak nigdy nic na wielkiej sofie w jego pokoju razem z wiecie kim, grając pewnie w jakąś durną grę. Odchrząknęłam znacząco, po czy oboje zwrócili wzrok na mnie.





.gif)