Przemierzałam ulice obok starego kina. Mieszkałam w Clifton od ponad trzech lat, jednak nadal nie mogłam przyzwyczaić się do grotyckiego wyglądu miasta po zmroku. Szłam teraz po moście dzięki któremu mogłam przedostać się na drugą stronę Clifton. Impreza która pewnie zaczęła się dobre kilka godzin temu, była jedną z większych w historii rodziny wielkich McVey'ów. Znałam Jamesa od dziecka. Nasze rodziny mają własną spółkę. Dzięki której oboje przez cały czas mamy co chcemy i kiedy chcemy. Tak właśnie doszliśmy do liceum w którym według Jamesa 'rządził'. Ja byłam tą samą szarą myszką jak i w szkole podstawowej. Trzymałam się Jamesa tylko dla tego, że przyjaźniliśmy się i gdy kto ktokolwiek miał coś do mnie szybko zmieniał zdanie. Czasem było to pomocne jednak gdy była jaka kolwiek zabawa w wielkiej willi McVey'ow niestety byłam głównym gościem. Przygotowała się na to iż nie wróce wcześnie do domu, dzięki James'owi, rodzice uwierzyli iż będziemy szykowali się do egzaminów. James był przekonujący. Gdy weszłam do środka odurzył mnie zapach alkoholu i papierosów. Popoprawiłam bluzę i przeszłam do kuchni. Przeważnie spędzam tam wiele czasu podczas wielkich imprez mojego przyjaciela. Zdziwiło mnie to iż nie byłam sama. Weszłam bliżej światła zobaczyć kto naruszył moją własną strefę. Nie chciałam niegrzecznie się przyglądać jednak mi nie wyszło. Chłopak nie wyglądał na ślepego ani głuchego.
- coś cie zaciekawiło - powiedział podchodząc bliżej
- nie, przepraszam, po, po prostu- zaczęłam się jąkać
- zobaczyłaś tak idealnego chłopaka i nie mogłaś się powstrzymać - zaczął ględzić bez sensu.
- ehrmm, nie, po prostu to tak jakby moja strefa, kuchnia równa się sfera nudziarzy - zaczęłam tłumaczyć moje bezsensowne wlepianie w niego wzroku. Widziałam go w świetle jednej małej lampki, jednak mogłam zauważyć iż się uśmiecha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz