"Pov's Jo"
Weszłam do domu i skierowałam się do kuchni, siedział tam Dean z tatą. Na mój widok znieruchomieli.
-Josie! - Krzyknął Dean.
-Tak, to ja, Josie. - Uśmiechnęłam się troskliwie.
-Może usiądziesz? - Zaproponował tata.
-Oj, spokojnie. Jeszcze sobie tutaj z wami posiedzę, ale teraz chciałabym pojechać gdzieś z Lukiem.....
-Ach... No dobrze. - Powiedział tata. -Ale żebyś tylko nam tu wróciła. - Uśmiechnęła się mama.
-Spokojnie wrócę, wrócę. - Obiecałam. - Pa.
I poszłam do mojego 'badboy'a'.
-Już wróciłaś?
-A co masz mnie dość? Nie cieszysz się?
-Cieszę się, bardzo. - Uśmiech. - Wskakuj do auta. Mam dla ciebie niespodzianke.
-Jaką?
-Niespodziankową.
-Masło maślane.
-Skończ i tak ci nie powiem, bo mię było by niespodzianki.
-Okey. - Powiedziałam z rezygnacją.
- No. W końcu...
Wsiedliśmy i pojechaliśmy w kierunku mojej niespodzianki. Ten czas spędzony w aucie jakoś się dłużył, spojrzałam na licznik i ujrzałam, że Luke, ten pajac jechał jakby chciał, żebym zasnęła.
-Luke, może troszkę szybciej. - Zasugerowałam.
-Jak chcesz. - I gwałtownie przyspieszył. Myślałam, że zwymiotuję.
-A może jednak zwolnij.
-Zdecyduj się, Jo.
-Zaczynasz mnie irytować!
-Ty mnie też!
-No widzisz! Zatrzymaj się, wysiadam.
-Jak? Jesteśmy w środku lasu.
-Zatrzymaj się!!!
-Dobrze, wysiadaj! Szerokiej drogi! - Krzyknął i się zatrzymał. - Tylko żebyś po mnie nie dzwoniła! - I ruszył. Zostałam sama w środku, w samym środku lasu. Stałam na poboczu i próbowałam kogoś zatrzymać, ale bez rezultatu. Ludzie przyjeżdżali obok mnie, patrząc obojętnie. Jakby mnie nie widzieli, ale nadal próbowałam idąc w kierunku domu. Szłam tak godzinę, aż w końcu zatrzymał się jakiś......motor.
-Podwieźdź cię gdzieś? - Motocyklista zdjął kask. Był umięśnionym brunetem, z pięknymi brązowymi oczami.
-A mógłbyś? - Spojrzałam błagalnie.
-No pewnie, a po za tym takim szlicznościom się nie odmawia. - Uśmiechnął się. - Jestem Harry, a ty?
-Josephine, mów mi Jo. - Uśmiechnęłam się.
-Dobrze Jo, to gdzie jedziemy?
-Jedź w tamtym kierunku. - Wskazałam ręką. - Powiem ci kiedy się zatrzymać.
-No dobrze, to wskakuj.
I wsiadłam na tę diabelską maszynę. Jechał z idealną prędkością, nie za szybko, mię za wolno. Nie to co Luke.
Przez jego kurtkę czułam napięte mięśnie. Mimo że jechałam na motorze, czułam się bezpiecznie. Nie wiem czemu, ale przy Harrym ogółem czułam się dobrze. Wiem , że to głupie, przecież znam go od jakis 4 minut.
Rozejrzalam się i stwierdziłam, że już jesteśmy blisko. Kazałam mu zatrzymać się trochę wcześniej, nie chciałam by rodzice znów się martwili.
-To tutaj mieszkasz?
-Nie, trochę dalej, ale stwierdziłam, że mogę się przejść kawałek.
-Aha, - Odrzekł. - Nie wiem czy mi wypada, ale może byśmy się spotkali jeszcze?
-Może, ale ja mam chłopaka. - Zerknęłam na niego oczekując reakcji. - Ale spotkać się możemy. - Uśmiechnęłam się do niego.
-Pewnie że możemy. - Odpowiedział wymuszonym uśmiechem. Ta się złożyło że miałam przy sobie kredkę do oczu. Napisałam mu na dłoni mój numer i się pożegnałam.