-Ale jak to?! Tak szybko? - Zapytałam zaskoczona.
-Nie wiem czy wiesz, ale ty trochę spałaś, a to trochę trwało... Ale się udało i możemy być szczęśliwi... To jak to uczcimy?
-No nie wiem.... Zaproponuj coś. - Odparlam uradowana.
-A może tak na początek damy znać o swoim życiu rodzicom i znajomym, a później trochę zabalujemy.
-Ach tak, rodzice.
'Pov's Luke'
Poderwała się na równe nogi i pobiegła na górę. Po pięciu minutach wróciła przebrana.
-Możemy jechać. - Wysapała.
-Spokojnie, zdążymy. - I poszedłem po kluczyki. - No to chodź księżniczko. - Posłałem jej uwodzicielski uśmiech (przynajmniej moim zadaniem uwodzicielski).
-Już biegnę, mój ty badboy'u. - Nie zabrakło w tym jej ironii. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do domu Jo. Gdy tylko się zatrzymałem wybiegła z auta i ruszyła w stronę drzwi. Nie zdążyła zapukać, a już ktoś jej otworzył. To była mama Josie. Obydwie stały jak wryte, patrząc na siebie w zamyśleniu. W końcu mama Jo przytuliła ją i obie się teraz obejmowały.
'Pov's mama Jo'
Przed chwilą moja kochana córeczka stanęła w drzwiach po tylu dniach nieobecności. Tak się o nią bałam, ale to już minęło... Jest cała i zdrowa... Wreszcie mogę trzymać ją w ramionach. Nareszcie jest znów przy mnie.... Nareszcie....
____________________________________ Podoba się wam blog, czy nie bardzo? Dalej kontynuować nasze wypociny? Ja osobiście mam nadzieję, że się podoba.... Proszę o komentarze. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz