poniedziałek, 4 sierpnia 2014

22.

Zaczęłam płakać. Po chwili przyjechała policja i karetka. Niestety, było za późno. Usłyszałam tylko jak prosi mnie o to bym o nim pamiętała. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać, aż w końcu myślałam jak to mogło się stać. Nagle przyszła mi do głowy jedna osoba. To na pewno Luke! Ale to były tylko przypuszczenia, nie mogę go oskarżyć bez powodu! Poczekałam aż zabrali Asha do szpitala i pobiegłam do domu Luke'a. Zaczęłam dobijać się do jego drzwi.
- Luke otwieraj !
Wysoki blondyn wyszedł na werandę.
- Co ty tu robisz.
- Wyobraź sobie, że ktoś postrzelił twojego kolegę.
- Którego?!
- Boże, no chyba Ashtona.
- Ale, ale jak to?
- Daj numer do swojego dilera.
- Co skąd wiesz.
- Co?!
- Eeee nie ważne. Powiedz, co się z nim dzieje?
- Pojedźmy do szpitala i się dowiemy.
- Chodź.
Luke odpalił swój samochód. Jadąc rozmyślałam co się dzieje. Źle się czułam z tą całą chorą sytuacją. Gdy tylko dojechaliśmy, wbiegłam do szpitala. Zaczęłam się stresować, wszystko wydawało się takie nie realne. Nagle zobaczyłam, jak wiozą Ashtona na salę operacyjną.

'4 godziny później'
Siedziałam jak na szpilkach. A Luke w tym czasie jak by niczym nie przejęty spał. Nagle pojawili się Michael i Calum. Zaczęli histeryzować, powiedziałam im że wszystko będzie dobrze, chodź sama w to nie wierzyłam. Zadzwoniłam po dziewczyny. Atmosfera była napięta, Luke nadal spał, wytłumaczyłam im wszystko. Nagle przyszedł doktor, oznajmiając najgorszą informacje w moim życiu
- Wasz kolega. Niestety zmarł.
- Co?! - Powiedzieliśmy chórem aż ten idiota, Luke się obudził.
Wytłumaczyliśmy mu wszystko z trudem.

'tydzień później'
Wszyscy spotkaliśmy się na pogrzebie. Popatrzyłam się na jego matkę, mając łzy w oczach. Później wszyscy się rozeszliśmy.

'Pov's Luke'a'
Siedziałem załamany, myśląc kto mógł go zabić. Przecież on nic nie zrobił,  powinienem to być ja. Nie potrzebnie go w to wszystko wciągnąłem. Ale obiecałem sobie że zemszczę się na zabójcy Asha. Zezłoszczony co raz bardziej, mnie to irytowało aż postanowiłem się kogoś poradzić. Jedyną nadzieją dla mnie była Jo. Dzwoniłem do niej wiele razy ale za każdym razem włączała się sekretarka. Postanowiłem do niej pojechać. Aż nagle wpadłem na pomysł kto mógł go zabić. Casterwill, to na pewno on! Roztrzęsiony pojechałem porozmawiać z dziewczyną. Gdy dojechałem do jej domu wyszedłem z samochodu. Dzwoniłem do drzwi, jednak nikt nie otwierał. Postanowiłem załatwić to inaczej, rzucałem kamieniami w ścianę. Jednak znowu bez efektu. Wydawało się jak by nikt tu nie mieszkał. Potem zobaczyłem tabliczkę z napisem 'sale' wkurzyłem się i zadzwoniłem do Mii. Powiedziała mi że Jo przeprowadziła się. Jednak nie chciała powiedzieć gdzie dokładnie. Wsiadłem w samochód i zadzwoniłem tam gdzie trzeba. Jechałem nie patrząc na licznik. Nagle dostałem anonimowy sms w którym było napisane 'Jak myślisz kto zabił twojego przyjaciela' Wystraszyłem się. Nagle przyszedł drugi sms 'Następna będzie Jo' Po tej wiadomości postanowiłem do niej pojechać. Zapukałem do drzwi, otworzyła mi jej mama. Prosiłem by dziewczyna zeszła na dół. Z niechęcią ją zawołała. Pierwszy raz zobaczyłem ją w tak opłakanym stanie.
- Co tu robisz? - spytała,
- Emmm. muszę ci coś powiedzieć na osobności, wyjdź na chwile na dwór.
- Ehhh. no dobrze.
Wytłumaczyłem co mogło spowodować jego śmierć. Nagle spoliczkowała mnie i mówiąc iż to moja wina. Jo weszła do domu zamykając drzwi na klucz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz