piątek, 8 sierpnia 2014

26.

Nie mogłam uwierzyć, w to co zrobił. On naprawdę myślał, że ten pobyt tu będzie powrotem do dawności. Odepchnęłam go i powiedziałam:
- Nic, a co byś chciał niby robić? - Rzekłam. - Masz tu internet?
- Internetu nie ma i zapomniałem ci powiedzieć, że musisz wyłączyć komórkę. - Odparł. - Ale mam do zaoferowania wiele innych zajęć.
- O jak już późno... Spać mi się chce. Gdzie mogę się ulokować?
- Ty jesteś już ulokowana, w moim sercu. - Fałszywy romantyk. - A jak naprawdę chce ci się spać, to zapraszam tam. - I wskazał palcem w górę, po czym zaprowadził mnie "tam". Pokazał mi całą górę.
- Tu jest łazienka. A tam pokój wypoczynkowy z tarasem. A tutaj będziemy spać. - Wprowadził mnie do pokoju. Stały tam dwa łóżka jedno-osobowe i jedno wielkie. Na oknach stały wielkie świece, a same okna były czymś zasłonięte (Chyba pancernymi roletami).
- A to to co? - Wskazałam na rolety.
- A to to dla twojego bezpieczeństwa. - Powiedział i zaczął się rozbierać, a gdy napotkał mój wzrok, dodał.- Jak ty idziesz spać to ja też. Co będę sam robić? - Miał minę ojca, gdy jego córka pyta się "skąd się biorą dzieci?". Zaczęłam się śmiać, a on patrzył na mnie ze zdziwieniem i sądząc, że nie wypada zrobić nic innego, zaczął się śmiać.
- Z czego tak rżysz? - Zrobiłam całkiem poważną minę. - Irytujesz mnie.
- Hahahahhahahaa. - Wpadł w całkowitą furię śmiechu. - Odezwała się pani Cilling. - Spojrzał na mnie z tym jego szyderczym uśmieszkiem na twarzy. - Dobra, idę spać. - I wpakował się pod kołdrę. Więc i ja postanowiłam położyć się do łóżka. Tylko zdążyłam się położyć i już usłyszałam chrapanie Luka. I wpadł mi do głowy wspaniały pomysł. Tak się akurat złożyło zachciało "jeść", więc napisałam Lukowi karteczkę, że poszłam "wrzucić coś na ruszt". I poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki i wzięłam kechup, który później wymieszałam z odrobiną wody. Sięgnęłam po nóż kuchenny i zamoczyłam w "krwi". Rozlałam na podłodze troszkę, a resztą wysmarowałam szyję. Otworzyłam drzwi na taras i położyłam się głową na plamie z kechupu i wody, po czym krzyknęłam.

"Pov's Luke"


Usłyszałem krzyk Jo. Zobaczyłem karteczkę i szybko zbiegłem na dół. Jo leżała nie ruchomo na plamie krwi. Drzwi od tarasu były otwarte.

- Cholera!!! Jo... Jo... Obudź się. - Ruszałem ją. - Nie... To nie może być prawda. To nie może być prawda!!! Moja kochana Jo. - Trzymałem ją w ramionach. - Kochana Josie... - Zamknąłem oczy i nadal ją do siebie przytulałem. Nagle poczułem na ustach dotyk, dotyk rozpalonych ust Jo. Otworzyłem oczy i zobaczyłem ją, roześmianą. Całowała mnie namiętnie.
- Myliłam się co do ciebie. - Powiedziała i zaczęła mnie całować. Całowała mnie bez końca, bez końca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz