"Pov's Jo"
Nagle Luke odsunął się ode mnie, ale ja się do niego przybliżyłam.
- Cilling! Wziąć się w garść. - Spojrzał na mnie poważnie.
- Zdecyduj się. Czego w końcu chcesz? - Oburzyłam się.
- Chcę twojego bezpieczeństwa, ale jeśli będziesz odwalać takie numery... - Zaciął się i spojrzał na mnie. - Po prostu nie odwalaj już takich numerów, dobrze?
- Tak jest, panie....szefie!!! - Śmiałam się jak głupia, czyli normalnie-bo ja jestem głupia...
Luke też się śmiał, ale normalnie. Podszedł do mnie i objął...mnie oczywiście.
- No dobra Jo, wyluzuj. - Wyszczerzając się w łajdackim uśmiechu.
- To co robimy? - Zapytałam.
- Najpierw pokarzę ci broń. - Powiedział. - Chodź.
- Okey. - Złapałam go za rękę i poszłam. Zaprowadził mnie na strych. Otworzył drzwi i wprowadził mnie do środka. Wnętrze było urządzone jak pokój dla dziecka, zupełnie niepozornie. Przekonałam się o tym gdy odsunął plazmę i otworzył sejf znajdujący się za nią. Był wyładowany po brzegi pojemnikami przeróżnej wielkości. A w tych pudełeczkach...broń, jak już wcześniej wspominałam. Luke wyjął kilka i jedno dał mi.
- Otwórz. - Spojrzał na mnie jak Romeo na Julię. A więc otworzyłam. Był w nim malutki sztylecik w pochwie. - Podoba ci się?
- Tak. Jest bardzo...poręczny. - Powiedziałam dzierżąc sztylet w dłoni.
- Wiem. - Uśmiechnął się. - Kupiłem go z myślą o tobie.
- To pewnie dla tego, że jestem taka ostra.
- Cięta riposta.
- Cięta jak rana wykonana przeze mnie tym ostrzem - Pokazałam na sztylet. - na tym dupku, co zabił Asha.
- Naprawdę ostra.
- Hahahaha - Uśmiechnęłam się.
- To co robimy?
- A co proponujesz? - Powiedziałam. - Jestem otwarta na propozycje.
- Aha. - Wziął mnie na barana i zbiegł na dół.
- Co ty robisz? - Śmiałam się.
- Czy to ważne, przecież jesteś otwarta na propozycje, a ja proponuję zaszaleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz