czwartek, 7 sierpnia 2014

24.

"Pov's Luke"
 Nie wiem jak to zrobię, ale na pewno Casterwill nie zostanie bezkarny. Mam nadzieję, że Jo mi pomoże i że nic jej się nie stanie.Wiem jedno muszę działać szybko, w trosce o Jo. Nie wiem co bym sobie zrobił gdyby coś się jej stało, nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Na razie muszę zdobyć zaufanie Josie. A to nie będzie łatwe po tym co jej zrobiłem. Jestem dupkiem. Faszystowskim dupkiem. Jeszcze Josie uważa mnie za krewnego Hitlera. Nie wiem czemu, ale gdybym był kimś innym też tak bym o sobie pomyślał. Dobra biorę się w garść, dzwonię do Jo.
- co chcesz? - spytała od niechcenia.
- może trochę grzeczniej?
- oh przepraszam, drogi Lucas'ie
- Dobra. Sory Jo. - Przeprosiłem.
- Wow! Naprawdę? Za co? - Grała mi na nerwach.
- Nie gniewaj się...Naprawdę przepraszam. - Starałem się być miłym.
- Za co miałabym się gniewać? A nie sory już wiem. Kiedy oddasz mi forsę za sweter?
-  Za chwilę, już do ciebie jadę. - Jak dobrze, że wyciągnęła sprawę swetra, przynajmniej będę mógł się z nią spotkać.
- Dobrze. Czekam. Jak nie będziesz za pięć minut, nie wpuszczę cię do domu. Pa.
- Jo, czekaj... - Rozłączyła się.
Wziąłem szybko kurtkę i klucze od mojego wozu. Pojechałem szybko. Po czterech minutach już stałem na jej werandzie. Otworzyła mi drzwi dopiero po minucie.
- Czemu mi nie otwierałaś? - Zapytałem zbulwersowany.
- Mówiłeś, że będziesz za pięć minut, a minęło cztery. Skąd mogłam wiedzieć, że to ty? - Argumentowała
- Rozumiem.Mogę wejść? - Byłem wyrozumiały.
- Najpierw forsa. - Sprytna Jo.
- To ile? Pięćdziesiąt? Sto dolarów?
- Tysiąc.
- Co ? Chyba Cie poje... Dobrze. Ale nie mam takiej sumy przy sobie. - Jestem w stanie się poświęcić dla Josie. I tak nie wiadomo czy to przeżyjemy. - Możemy pojechać do banku i je wypłacę.
- Okey. Poczekaj na mnie chwilkę. Zaraz wracam. - Pobiegła do domu.
- Poczekam. - No i czekałem, godzinę.
- Dobra, już jestem.
- Zauważyłem. Dłużej się nie dało?
- Coś ci nie pasuje? Mogę się wrócić. - Spojrzała szyderczo
- Nie. nie. Wszystko ok. - Powiedziałem. - Jedziemy?
- Tak.

"Pov's Jo"

Otworzył mi drzwi jak dawniej, jak prawdziwy dżentelmen.
- Dzięki. - Starałam się być miła. Choć myśl o Ash'u, psuła mi samopoczucie. Najchętniej też bym się zastrzeliła. Trudno jest żyć, kiedy było się z osobą, która już nie żyje. Chociaż nadal czuję coś do Luka, nie mogę dać tego po sobie poznać, ale on mi to wszystko utrudnia. Samym swoim istnieniem.
- O czym  tak rozmyślasz ślicznotko? - Naprawdę mi to utrudnia.
- O tobie playboy'u. - Wyrzekłam. - Naprawdę o tobie. - Poszeptałam dla siebie, ale on to chyba usłyszał i zwrócił się do mnie:
- Posłuchaj Jo, ja naprawdę cię kocham, kochałem i będę kochał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz