Spędziliśmy większość dnia na szukaniu odpowiedniego a zarazem nie drogiego domu. Przez to całe sprawdzanie stanu, czynszu lub ceny za cały dom wyleciało mi wszystko z głowy. Włącznie z Lukiem i Ashtonem po Julie i ten cholerny list, który jakimś cudem znalazł się w moim pokoju. Od samego początku nie wzięłam tego na serio. A co jeśli to kolejny głupi żart a ja przejmuje się jakąś błahostką? Jadąc do domu, w samochodzie zrobiło się duszko i nagle zabrakło mi powietrza. Przyznam iż mam mały lęk przed zamkniętą przestrzenią ale nigdy nie ujawnił się właśnie podczas jazdy samochodem która jak na samochód, był naprawdę duży. Gdy dojechaliśmy do naszej posesji najszybciej jak umiałam wybiegłam z samochodu. Potrzebowałam teraz trochę czasu dla siebie. Postanowiłam wejść na werandę za domem. Siadłam na starej ławce. Pierwszy raz w życiu miałam dość wszystkiego, brzydziłam się samą sobą. Czemu? Sama nie wiem to nie ja zrobiłam błąd ale pytanie czemu teraz ja za to płace? czemu to ja mam wyrzuty sumienia? czemu ktoś chce mnie 'zabić'? nie miałam pojęcie kiedy ale rozpłakałam się jak małe dziecko. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. W duchu jakaś mała cząstka chciał by to był Luke, tylko jedna i to mała. Okazało się że to tata.
- plączesz przez to że się wyprowadzamy? - spytał.
- wiesz że nawet nie - powiedziałam ocierając łzy z policzka.
- to przez chłopaka? mam mówiła że umawiałaś się z...
- tak ale to jest zbyt skomplikowane żeby to pojąć - powiedziałam a po chwili dodałam - niestety muszę lecieć omówiłam się z Ashtonem, poznam Cie z nim - nie wiem czemu akurat jego imię powiedział z szczerą radością. Może to właśnie jego potrzebowałam? Weszłam do łazienki zrzucając ciuchy. Gorący długi prysznic to jedyne czego teraz chciałam. Nie wiem jak długo siedziałam w łazience ale wydawało mi się to jak wieczność. Przygotowałam jakieś bardzo wygodne a zarazem kobiece ciuchy. Chciałam aby Ashton myślał że jesteśmy przyjaciółmi ale z drugiej strony chciałam mu zaimponować. Za piętnaście czwarta wyszłam na ganek czekając aż pojawi się wóz Ashtona. Przez ostanie minuty patrzyłam tylko w lusterko i spoglądałam na okno w którym stał tata. Zapewniałam go iż Ash jest jednym z chłopaków z którym powinien pozwolić mi się spotykać, nie to co na przykład Luke. Gdy tylko zobaczyłam samochód chłopaka aż podskoczyłam z wrażenia.
- witaj - powiedział zachrypniętym głosem.
- cześć - opowiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha - mógłbyś poczekać chwilkę? - spytałam
- nie ma sprawy poczekam - postanowiłam wejść na górę po telefon który zostawiłam. Jak na złość nie mogłam go nigdzie znaleźć. Nagle usłyszałam strzał oraz krzyk mojej mamy. Zbiegłam zobaczyć co się stało. Gdy wybiegłam zobaczyłam wszystkich moich sąsiadów którzy wyszli, moja mama stała koło Ashtona. Pobiegłam do niego, z jego klatki piersiowej sączył się krew. Padłam na kolana. Byłam roztrzęsiona, to co zobaczyłam było straszne. On umierał mi na kolanach a ja nie mogłam nic zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz