wtorek, 5 sierpnia 2014

23.

'pov's Jo'
Po co tu przyszedł? Chciał żeby wszystkie wspomnienia wróciły? Miałam dość ludzi. Od tamtego dnia prawie noc w noc płakałam. Nie mogłam wyrzucić obrazu Ashtona dzień przed tą tragedią. Po prostu rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Nikt nie wiedział kiedy nadejdzie ta pora, nikt nie wiedział kiedy się pożegnać. Ale on miał czas by to zrobić. Wracając do Luke'a skąd do cholery miał mój adres. Podawałam go tylko Mii i prosiłam o dyskrecje. Jeśli dowiedział się od niej zrobię jej wielką awanturę. Coś mnie tknęło przy przejść się po ulicy. Od przeprowadzki siedziałam dzień w dzień w domu albo sprzątałam albo grałam na gitarze smętne piosenki. To był dzień wyrwania się z czterech ścian. Postanowiłam przejść się do pobliskiego parku. Powdychać powietrza po deszczu. Ubrałam się w kurtkę, botki oraz wzięłam wyłącznie pieniądze. Nie chciałam by ktokolwiek dzwonił, bo jeśli Luke zdobył mój numer to każdy może go mieć. Wracając z wycieczki zobaczyłam pod domem duży czarny samochód terenowy a przed stało kilku facetów z bronią. Nie wiedziałam co mogli robić na tak spokojnej uliczce. A co jeśli czekają na mnie? A jeśli to co powiedział Luke ma coś wspólnego ze mną? Postanowiłam pobiec do Mii. Nie powiem zeszło mi trochę. Przeprowadziliśmy się o cztery przecznice. Gdy dotarłam zastałam dziewczynę na dworze razem z jej mamą.
- hej - powiedziała gdy tylko weszłam na werandę.
- cześć - odparłam - możemy pogadać? - spytałam
- tak, chodź do środka - powiedziała otwierając drzwi.
- o czym chciałaś pogadać?
- możesz mi powiedzieć skąd Luke miał mój adres?
- ja nic mu nie mówiłam, przysięgam, znaczy dzwonił ale powiedziałam mu tylko że przeprowadziłaś
- to skąd ten dupek ma mój adres?
- nie wiem, ma swoje sposoby.
Nastała cisza. Nie wiedziałam co robić.
- a ty?
- co ja?
- no wyszłaś z domu
- No wyszłam, przecież jestem cywilizowanym człowiekiem.
- Przecież wiesz, że nie o to mi chodziło. - Powiedziała zdekoncentrowana.
- Tak wiem. - Odparłam. - Teraz mogą mnie zastrzelić, udusić, utopić...Bla...bla...bla...Nie bądź nadopiekuńcza.
- Nawet o tym nie myśl - Mia próbowała mnie pocieszać. - To mógł być przypadek.
- Przypadek?! Zwariowałaś!? - Zdenerwowałam się. - Śmierć Asha to zwykły przypadek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz