Jak co wieczór, była impreza u Jamesa. Przyszedł Luke, ale bez Josie. Byłam zdziwiona, odkąd zostali parą byli nie rozłączni. Czemu Josie tu nie ma? Skończyłam o nich rozmyślać i sączyłam drinka w kącie. Rozglądałam się do o koła i zaniepokoiło mnie jedno, Luke wchłaniał zadziwiające ilości alkoholu. Josephine nie będzie zadowolona. Luke chyba zauważył, ze się mu przyglądam i podszedł do mnie.
- Co śliczności? Patrzysz tak na mnie, jakbym był play-boy'em. - Wyszczerzył się do mnie tak, że miałam ochotę go zpoliczkować.
- Ależ nic "play-boy'u". Nie jestem pewna czy Josie się to spodoba... - Wyparowałam.
- Ale jej tu nie ma... - Przybliżył się do mnie, objął i próbował pocałować. Próbowałam go odepchnąć, ale był dla mnie za silny.
- Ale jestem ja - James wkroczył do akcji. - I nie podoba mi się, że przylepiasz się do mojej dziewczyny.
- Spokojnie. Przecież ja tylko ją przytulam. - Uśmiechnął się, ale nadal mnie obejmował.
- Luke!!! - Nagle do pokoju weszła Josephine. - Co ty...?!
- Wszystko Ci wytłumaczę. - Luke jakby otrzeźwiał. - To nie tak jak myślisz.
*pov's Jo*
- A niby jak?! - Zapytałam. - Z resztą, nie chcę tego słuchać!!!
Co on sobie wyobraża?! Że będzie się mną bawił? No chyba nie!!! Nie dam mu sobą pomiatać! On od razu był taki "Hop siup i do przodu". Jak mogłam myśleć, że nam się uda?! Nie mogłam dłużej patrzyć na jego piękną twarzyczkę. Nie wytrzymałam. Musiałam mu przywalić.
- Josie!!! Dzięki, że mnie wyręczyłaś.-Zaśmiał się James. - Naprawdę niezły lewy sierpowy.
Nie wiedziałam co się dzieje. Juliet przytulała się do Jamesa, a Luke trzymał się za nos, który krwawił. I tym razem na pewno to nie był ketchup. Miałam mętlik w głowie, wybiegłam. Nigdy wcześniej emocje tak mnie nie poniosły.
- Josie! Zaczekaj!!! To nie tak! Daj sobie to wytłumaczyć! - Luke zrozpaczony biegł za mną. - Proszę!
- Nie będziesz mi niczego tłumaczył!!! - Emocje znów we mnie wezbrały. - Odczep się!!! Nie chcę Cię więcej widzieć!!!
- Ale...ale... - Zasapał się biedaczek... Niech zdechnie!!! Puściłam się pędem, próbował mnie dogonić, ale był za bardzo pijany by iść, więc co dopiero mówić o biegu.
***
Nie mogłam przestać o nim myśleć. Mazałam się i to przez jednego, głupiego, aroganckiego, podłego, zimnokrwistego chłopaka. Zaczęłam mieć wątpliwości, co do tego czy na prawdę jest Australijczykiem z krwi i kości. Na pewno jest jakoś spokrewniony z Hitlerem. Normalny człowiek nie postąpił by tak z dziewczyną. Nigdy więcej nie dam się omotać jakiemuś chłopakowi. Nie dam sobą manipulować. Skończyło się!!! Nadal nie wierzyłam w to co mówię sobie w myślach. To było takie nie realne. Nie mogłam przestać się mazgaić. Usłyszałam komórkę. Ktoś do mnie zdzwonił.- Halo. - Odebrałam.
- Hej, Josie. Jak się czujesz? O wszystkim wiem. - To była Mia.
- Jak mam się czuć? No jak? Czuję się beznadziejnie. Jestem bezwartościowa.
- Wcale nie. Jesteś bezcenna. Nie był Ciebie wart i nigdy nie będzie. Jest zwykłą szumowiną. - Podnosiła mnie na duchu. Nie odpowiedziałam nic. Jedyne na co mnie było stać w tej chwili to na załkanie.
- Nie płacz. Naprawdę, on nie jest tego wart. - Mia nie przestawała.
- Ale ja naprawdę wierzyłam, że jest taki... taki na jakiego wyglądał... - Kontynuowałam. - Ale jestem głupia.
- No może troszkę. - Mia się zaśmiała, a ja razem z nią. - No dobra nie zadręczam Cię dalej. Do zobaczenia. Trzymaj się i nie płacz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz