- Josephine Josie Ciling!!! Gdzieś ty się szwendała przez dwadzieścia cztery godziny?! - Mama wyraźnie zdenerwowana, czekała na odpowiedź.
- Mamo, przepraszam. Byłam u Jamesa, później poszłam z Lukiem na lody i rolki. No i zleciało szybko, aż do teraz. - Odpowiedziałam, bojąc się trochę jej reakcji.
- Po pierwsze, kto to jest Luke? Po drugie, gdzie go poznałaś? Po trzecie, kim on dla ciebie jest? Tylko szybko. Masz pięć minut, bo za chwilę przyjedzie po mnie tata.
- Pogodziliście się z tatą? - Zapytałam zadowolona.
- Ale my się z tatą nigdy nie pokłóciliśmy. Musieliśmy tylko przez pewien czas od siebie odpocząć. I nie zmieniaj tematu.
- Odpoczywaliście od siebie przez cztery lata? - odpowiedziałam pytaniem retorycznym.
- Tak. A teraz szybko wszystko o Luku. - powiedziała stanowczo.
- No więc tak: Luke to przyjaciel Jamesa, mój chłopak i dobry przyjaciel, poznałam go u Jamesa, jest moją drugą połową...
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ciekawe kto to? - I kolejne pytanie retoryczne wyciągnięte za rękawa.
- No ciekawe. - Dołączyła się mama.
- Tata? - zapytałam po otwarciu drzwi.
- Josie? - Odpowiedział mężczyzna.
Już byłam w jego ramionach. Nie mogłam go puścić. Tak, to był naprawdę on.
- Wrócicie do siebie? - zapytałam z miną pięciolatki.
- A myślisz, że byłbym tu gdybyśmy nie wracali do siebie? - odparł z uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz