- coś się stało? - spytała odkładając talerz do zlewu.
- możemy porozmawiać na osobności? - spytałam patrząc znacząco na Deana. - Możesz wyjść?
- Muszę? - Dean z niechęcią zaczął się podnosić, patrząc z nadzieją na pozwolenie pozostania na swym miejscu.
- Niestety, ale chcę porozmawiać z Mią - popatrzyłam na niego błagalnie - na osobności.
- No dobra, tym razem będę tak miły - powiedział wychodząc z pokoju.
- Co ci się stało? - zapytała Mia - Wyglądasz jak byś właśnie wyszła z planu horroru.
- No wiesz co? - odparłam oburzona.
- Co? - nieświadoma tego co przed chwilą powiedziała, wyparowała Mia.
- Mogłabyś mnie nie dobijać - Odpowiedziałam - Jestem trochę roztrzęsiona. Mama nie odbiera, nie wiem co się z nią dzieje. - Nie mogąc się opanować, uroniłam kilka łez.- No i jeszcze ten chłopak, Luke. Nie wiem co o nim sądzić. Przecież nic o nim nie wiem, a on mnie przytulił. On ma kolczyki, nie może być grzecznym chłopcem. A ja przecież nie mogę sobie popsuć reputacji przez jakiegoś nieznajomego. - Całkiem się rozpłakałam.
- Przytulił Cię? - Mia popatrzyła na mnie z niedowierzaniem - To wspaniale - Powiedziała z uśmiechem. - Podobasz mu się, powinnaś się cieszyć.
- A ty jak zwykle tylko o najmniej istotnych sprawach - Powiedziałam z lekkim zażenowaniem, lecz w myślach zajaśniał płomyczek zwany nadzieją, który wyraźnie chciał by rzeczywiście tak było.
- No a pro po twojej mamy, to dzwoniła jakieś pół godziny temu, żebyś się o nią nie martwiła, że nie odbiera...no i ten...że jest u twojego ojca i wróci późno...i żebyś podrzuciła Deana do babci...i możesz spędzić wieczór ze znajomymi na luzie!!! Extra, no nie?!
- Mama jest u taty... - powiedziałam z zamyśleniem i szerokim uśmiechem na twarzy, która teraz wyglądała jak emotikonka szczęścia.
- Tak twoja mama jest u taty, ale nie to jest najważniejsze. - powiedziała Mia - Zbieramy ekipę i lecimy na miasto! Trzeba uczcić mój przyjazd czy nie?!
Mój uśmiech był odpowiedzią jednoznaczną.
- Lecimy!!! - Krzyknęłam na całe gardło.
- Muszę? - Dean z niechęcią zaczął się podnosić, patrząc z nadzieją na pozwolenie pozostania na swym miejscu.
- Niestety, ale chcę porozmawiać z Mią - popatrzyłam na niego błagalnie - na osobności.
- No dobra, tym razem będę tak miły - powiedział wychodząc z pokoju.
- Co ci się stało? - zapytała Mia - Wyglądasz jak byś właśnie wyszła z planu horroru.
- No wiesz co? - odparłam oburzona.
- Co? - nieświadoma tego co przed chwilą powiedziała, wyparowała Mia.
- Mogłabyś mnie nie dobijać - Odpowiedziałam - Jestem trochę roztrzęsiona. Mama nie odbiera, nie wiem co się z nią dzieje. - Nie mogąc się opanować, uroniłam kilka łez.- No i jeszcze ten chłopak, Luke. Nie wiem co o nim sądzić. Przecież nic o nim nie wiem, a on mnie przytulił. On ma kolczyki, nie może być grzecznym chłopcem. A ja przecież nie mogę sobie popsuć reputacji przez jakiegoś nieznajomego. - Całkiem się rozpłakałam.
- Przytulił Cię? - Mia popatrzyła na mnie z niedowierzaniem - To wspaniale - Powiedziała z uśmiechem. - Podobasz mu się, powinnaś się cieszyć.
- A ty jak zwykle tylko o najmniej istotnych sprawach - Powiedziałam z lekkim zażenowaniem, lecz w myślach zajaśniał płomyczek zwany nadzieją, który wyraźnie chciał by rzeczywiście tak było.
- No a pro po twojej mamy, to dzwoniła jakieś pół godziny temu, żebyś się o nią nie martwiła, że nie odbiera...no i ten...że jest u twojego ojca i wróci późno...i żebyś podrzuciła Deana do babci...i możesz spędzić wieczór ze znajomymi na luzie!!! Extra, no nie?!
- Mama jest u taty... - powiedziałam z zamyśleniem i szerokim uśmiechem na twarzy, która teraz wyglądała jak emotikonka szczęścia.
- Tak twoja mama jest u taty, ale nie to jest najważniejsze. - powiedziała Mia - Zbieramy ekipę i lecimy na miasto! Trzeba uczcić mój przyjazd czy nie?!
Mój uśmiech był odpowiedzią jednoznaczną.
- Lecimy!!! - Krzyknęłam na całe gardło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz