wtorek, 15 lipca 2014

15.

'pov's Jo'

Po odłożeniu telefonu szybko pojechałam do domu. Rozpakowałam zakupy. I zaczęłam robić obiad. Wybrałam spaghetti z kurczakiem i bazylią. Moje ulubione włoskie danie. Do tego jabłecznik. Jabłecznik jest wręcz łatwościom dla mnie. Skończyłam około siedemnastej. Miałam jeszcze czas wykąpać się i przygotować jakiś stój na dzisiejszą imprezę. Wybrałam małą czarną oraz vansy. Wiedząc iż na pewno będę tańczyć wolałam wziąć buty na płaskim. O osiemnastej wrócili domownicy. Zjedliśmy szybką kolacje. Tata chciał ze mną porozmawiać jednak nie chciałam się spóźnić. Wzięłam sweter, pożegnałam się z rodziną i wyruszyłam do domu James'a. Zimne powietrze pobudziło mnie do szybszego przebierania nogami, nie chciałam zamarznąć. Po dotarciu na miejsce zapukałam drzwi. Otworzyła mi Julie.
- hej - przytuliła mnie na przywitanie - jak tam - spytała
- bywałą lepiej - powiedziałam biorąc szklankę ze stolika
- jeśli chodzi o Luke'a - zaczęła jednak nie dałam jej skończyć.
- nie nie zaczynajmy tego tematu - powiedziałam. Nagle do pokoju wszedł James ubrany w sprane dżinsy koszule w kratę i conversy.
- hej Jo - powiedział całując mnie w policzek
- cześć - powiedziałam oddając uścisk.
- zbierajmy się o dwudziestej zaczyna się koncert - powiedział.
- jaki koncert? - spytałam gdy wsiadaliśmy do range rovera Jamesa
- takiej kapeli - powiedział. Ale mi pomógł. Podróż zleciała nam bardzo szybko. Sprawdzałam wyświetlacz z trzysta razy. Co chwile nie odebrane połączenie od wiadomo kogo. Przed klubem było tłoczno, jednak James wprowadził nas bez kolejki. Cały klub rozświetlały kolorowe światełka. W tle leciała jakaś znana mi piosenka, jednak nie mogłam przypomnieć sobie jak się nazywała. Jul zamówiła nam drinki a ja siadłam na skórzanej kanapie. Co chwile ktoś się na mnie patrzył i zagadywał czy jestem tu sama. To było śmieszne. Nagle na scenie pojawiło się czterech chłopaków większość wstała i z kierowała się pod scenę. Nagle zaczęli grać jakąś piosenkę, znałam ją, słyszałam ją na imprezie Jamesa. Podeszłam bliżej. Gdy zorientowałam się kto jest głównym głosem zatkało mnie. Luke, stał tam, śpiewał, grał. I wyglądał przy tym tak cholernie seksownie. Był też tam Calum oraz dwóch chłopaków których nie znam. Byłam wściekła jednak zaczęłam się śmiać. Wiedziałam że nie mógł to być przypadek. Zauważyłam też iż przy scenie stoi Mia. Podbiegłam do niej.
- hej - powiedziała lekko zdziwiona
- y, cześć - powiedziałam - wiedziałaś że ona razem grają? - spytałam
- nie, tak samo jak ty, dowiedziałam się dzisiaj - powiedziała ruszając się w rytm piosenki.
- Jezu - odparłam
- nie możesz Luke'owi wybaczyć tego wszystkiego - powiedziała
- że mnie zdradził - powiedziałam unosząc dwa palce do góry
- ale przecież nawet nic się nie wydarzyło
- co prawda to prawda, no ale sama nie wiem czy to co do niego czuje to jest miłość - powiedziałam
- chodziłaś z nim ale nawet nie wiesz czy go kochasz?
- matko nie zrozumiesz
- ta, Jo musisz się zdecydować wiesz on coś do ciebie chyba na serio czuje
- nie naciskaj
- ale..
- nic nie mów - powiedziałam i obie wybuchłyśmy śmiechem. Chłopcy zaczęli grać kolejną piosenkę, tym razem 'Lost Boy'.
- tą piosenkę dedykuje pewnej pięknej dziewczynie, która jest teraz pewnie na mnie wściekła, kocham Cie - powiedział znajomy mi głos. Chwile zastanawiałam się o kim to może być. Jestem głupia. To pewne że to o mnie. Piosenka wpada w ucho. Przez cały czas uśmiechałam się.  Postanowiłam po występnie pogadać z Lukiem. Nagle podeszła do mnie Julie z Jamesem.
- wybaczysz mu teraz -spytał.
- nie wiem, wiedziałam że to jest ukartowane - powiedziałam śmiejąc się razem z nimi.
- no dobra tak to było ukartowane, a przyszła byś gdybyśmy powiedzieli prawdę - spytała Julie
- no nie - odpowiedziałam jej - ale i tak się zemszczę - zagroziłam im.
- uu już się boje - odparł James. Szczerzę nie mogła wybrać sobie lepszych przyjaciół. Przeszliśmy do naszego stolika. Wszyscy zaczęli rozmawiać o urodzinach James'a. Ja tylko wyglądałam za Lukiem. Gdy tylko zaczął zbliżać się ze swoimi kolegami przestałam myśleć pozytywnie. Jestem tchórzem. Czemu muszę być tak cholernie nie śmiała?!
- hej - przywitał się z nami, wszyscy opowiedzieli mu zgodnie. - poznajcie to jest Ashton - pokazał na blondyna z bandaną na głowie - a to jest Michael - chłopak z zielonymi włosami. Chciało mi się śmiać ale powstrzymałam się. Nie tego uczyli mnie rodzice uśmiechnęłam się tylko przyjaźnie. Ashton siadł obok mnie.
- hej jestem -Jo - powiedziałam podając mu rękę
- ja jak już wiesz Ashton - opowiedział
- nie widziałam Cie tu wcześniej
- naprawdę? nie wiem czy pamiętasz
- spotkaliśmy się wcześniej? - dziwiłam się.
- tak wtedy u Jamesa w kuchni, to byłem ja
- naprawdę, Jezu nie poznałam Cię - oboje wybuchliśmy śmiechem. Resztę imprezy przegadałam z nim . Potem gdy chłopacy musieli się zbierać i zostali James z Julie, Mia i Calum oraz ja i Luke. Chciałam z nim pogadać jednak zbywał mnie przez cały wieczór. Dopiero gdy Dj puścił ballade wszyscy poszli na parkiet miałam czas by z nim porozmawiać.
- to moglibyśmy być my - nagle powiedział.
- 'moglibyśmy' ale ktoś tutaj nie był dość mądry - powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
- czyżby?
- no co? może to moja wina że zarywałeś do mojej przyjaciółki?
- nie musiałaś od razu robić dramy..
- nie nie musiałam, wcale i co miałam po prostu podejść i 'hej Juliet o hej Luke miłego lizania się' ?
- nie, porostu bierzesz wszystko tak cholernie na poważnie że to jest irytujące
- nie
- tak
- nie
- Eh Luke, jesteś taki dziecinny że o matko, ile ty masz lat? O dziewczynę powinno się walczyć a nie oblizywać z innymi
- nie walczyłem o ciebie księżniczko?
- nie, i nie nazywaj mnie księżniczko debilu
- nie nazywaj mnie debilem okey
- okey, okey
Nastała cisza.
- jak ci się flirtowało z Ashtonem
- co? - zaśmiałam się a on tylko wywrócił oczami - a ty tak na poważnie?
- tak
- nie bądź zazdrosny po prostu rozmawialiśmy
- czemu miałbym być zazdrosny nie jesteśmy razem
- jesteśmy w fazie przejściowej
- od kiedy niby jesteśmy w tej fazie?
- od teraz
- aha nie wiem na czym polega ta faza ale ja z stąd idę, podobno na imprezie u Ed'a sa fajne laski
- co?
- no i kto tu jest zazdrosny
- zabierz mnie ze sobą
- co? chcesz ze mną iść na domówkę?
- tak a czemu nie
- to chodź - złapał mnie za rękę. Szliśmy przez cały klub przeciskając się przez grupę upitych nastolatków. Po wyjściu uderzyło w nas zimne powietrze. Po kilku minutach byłam zmarznięta do szpiku kości. Jednak szybko doszliśmy do samochodu Luke'a. Był to mały, jedno osobowy samochód w kolorze białym. Widać Luke dbał o niego. Zamiast jechać do Ed'a jechaliśmy w jakąś zapomnianą ulice. Zaczęłam się bać.
- gdzie ty nas wieziesz, już dawno wyjechaliśmy z prowincji Yorkshire - brak odpowiedzi - Luke!
- jedziemy gdzieś gdzie zawsze chciałem Cie zabrać jak byłaś moją dziewczyną księżniczko
- mówiłam nie mów do mnie tak
- będę mówił co będę chciał
- ugh
- i kto tu jest dzieckiem, a tak szczerze mówiąc jestem od ciebie starszy więc powinnaś mnie słuchać
- starszy rocznikowo bo mózgiem jesteś jeszcze w zerówce
- zołza
- palant
- księżniczka
- pedał
- ej pedałem nie jestem...
- choć wyglądasz
- dobra mam się tu wysadzić
- że tu w lesie?
- tak tutaj w lesie
- nie dzięki
- no widzisz strach na ciebie dobrze działa
- dobra to gdzie mnie wieziesz
- sama zobacz
Moim oczom ukazało się morze, piękne oświetlone księżycem. To wyglądało tak pięknie. Chciała bym tutaj mieszkać.
- jak znalazłeś tak piękny punkt widokowy?
- mój tata przywiózł nas tutaj gdy byliśmy w Anglii na wakacjach
- tu jest pięknie
- też tak sądzę, jest ci zimno chcesz kurtkę?
- tak, dzięki
- wiesz wydaje mi się żę to dobre miejsce by Cie przeprosić
- emm, za?
- nie pamiętasz?
- ja już dawno Ci wybaczyłam i dzięki za to na koncercie chyba że masz inną dziewczynę i teraz tylko się wygłupiłam
- nie, bez ciebie naprawdę jestem zagubionym chłopakiem
- oo było warto przyjechać tutaj by to usłyszeć z ust takie badboya jak ty
- uważasz że jestem badboyem?
- większość osób tak myśli
- jestem taki wrażliwy - zaśmiał się
- tak i taki w chuj romantyczny
- ty przeklinasz? ja kto Josephine Kylie Ciling nigdy nie przeklina!
- nie wyśmiewaj się ze mnie
- to jesteśmy znowu razem?
- emm muszę to przemyśleć
- co?
- nie no żartowałam, ale jeśli znowu zaczniesz zarywać do jakiejś innej laski to cie spale na stosie
- mam się bać?
- tak
- okey
- wracajmy muszę być w domu
- możemy przenocować w posiadłości moim rodziców
- i może jeszcze będziemy się przytulać całą noc
- jak będziesz chciała to tak
- okey, chce
- to jedzmy.
Wsiedliśmy do jego samochodu i skierowaliśmy na drogę do York. Niedługo później usnełąm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz