wtorek, 15 lipca 2014

14.

'Pov's Jo'

Siedziałam na oknie patrząc na padający deszcz. Nie spałam. Nie mogłam. Czyli tak wygląda koniec? Biłam się z myślami dobre kilka godzin. Około trzeciej nad ranem położyłam się. Jak można być tak głupim, ja mu jeszcze pokaże. Z tą myślą zasnęłam. Obudziłam się o jedenastej. Za oknem szalała burza. Byłam sama w domu więc postanowiłam zacząć sprzątać by zabić czas. Nie wychodziło mi to z byt ponieważ byłam roztrzepana, co chwile coś tłukłam lub przewracałam. Nigdy nie byłam w tak złym stanie. Chciałam zabrać się za obiad niestety lodówka była pusta. Zauważyłam w tedy kartkę z lista zakupów a obok pieniądze. Ubrałam się w sweter, wzięłam telefon i słuchawki, rower i nie zważając na deszcz i błyskawice pojechałam do supermarketu. Włączyłam pierwszą lepszą piosenkę i zaczęłam podśpiewywać 'Something Great'. Po dojechaniu odstawiłam mojego górala, wzięłam wózek i przeszłam na dział z pieczywem. W rogu marketu stała małą grupka nastolatków. Zwrócili moją uwagę, jeden z nich wyglądał bardzo znajomo. Podjechałam wózkiem bliżej. Teraz byłam pewna. To był on. Zdradliwy, podły człowiek. Patrzyłam się na niego łapczywie. Nawet nie zwróciłam uwagi że wjechałam w półkę. Zaczął iść w moją stronę. Zebrałam puszki z kukurydzą i zaczęłam biec do kasy.
- zaczekaj - powiedział łapiąc mnie za ramie.
- proszę cię daj mi spokój - powiedziałam wyrywając się - zapomnijmy że kiedykolwiek się poznaliśmy dla naszego dobra - odparłam poprawiając sweter.
- czemu? - spytał - do cholery, czemu?! - wyglądał żałośnie
- nie pamiętasz co wydarzyło się wczoraj - spytałam
- czy to miało jakieś znaczenie dla Ciebie? - spytał
- Nie no, oczywiście, dla ciebie to nie miało żadnego znaczenia. No bo po co się przejmować uczuciami "swojej" dziewczyny. Pewnie, że miało. No ale nie przejmuj się, już masz mnie z głowy. Teraz jestem dla ciebie byłą dziewczyną. Podsumowując, nikim. Nie znaliśmy się. Zrozum, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. NIC! Więc zejdź mi z drogi, bo inaczej zawołam ochronę. A uwierz, że tego nie chcesz.- Przepchnęłam się przez grupkę jego znajomych i kontynuowałam zakupy.
- Świetnie!!! Po prostu mega. Czyli tak to się kończy?! - Krzyknął za mną.
- Trzeba było pomyśleć zanim się upiłeś i... i...- Odpowiedziałam nie odwracając się.- aghrrr...- Ruszyłam dalej.
Jaki gnojek. Jeszcze ma czelność się do mnie odzywać. Mógłby mieć w sobie choć odrobinę skrupułów. Jak mogłam być tak głupia, no jak? Jednak Josephine wcale nie jest taka wspaniała, po prostu jest głupia. Mocno rąbnięta. Gdyby była taka wspaniała, byłaby i mądra. I nie dopuściłaby do tego, co się wydarzyło. Od dzisiaj jestem Jose, Jose nie do zmienienia. Brzmi cudownie, ale czy aby na pewno jest to możliwe? Jest, na pewno jest. Zakupy zakończone. Wyszłam ze sklepu i zauważyłam, że ten gnojek na mnie czeka. Czy on się kiedyś odczepi...? Założyłam plecak z zakupami i poszłam w stronę górala. Chyba mnie nie zauważył. Odpięłam zamek i już wsiadałam na rower, kiedy ten... ten... męczydusza zasłonił mi drogę.
- Daj sobie wyjaśnić. - Tłumaczył się. - Wczoraj to nie byłem ja...
- To kto do cholery?! Święty Walenty? Czy może książę William?! No słucham?! - Nie wytrzymałam. - Masz trzydzieści sekund. Raz...dwa...
- To był kompletny idiota... - O boże człowieku nie kompromituj się. - On nie wiedział co robi.
- Pięć. Jak miał ten idiota na imię? Bo nawet idiota musi mieć imię. Siedem.
- To był... to byłem ja... Miał na imię Luke. Tylko, że ja nie byłem obecny duszą... - Tak i co jeszcze?
- Dwadzieścia. Twój czas się skończył. A teraz spadaj. - Byłam już zmęczona patrzeniem na niego.
- Ale...ale miało być trzydzieści...To nie fair!!! - Negocjował.
- I minęło kolejne dziesięć! I co nie fair?! A to wczoraj było fair w stosunku do mnie? - Nie odpowiedział - No właśnie. I nie próbuj się ze mną kontaktować.
Pocałował mnie, ale moja reakcja była szybka. Natychmiast go spoliczkowałam i czym prędzej odjechałam.
***
Palant!!! Co on sobie wyobrażał?! Że rzucę mu się w ramiona do pocałunku?! No nie, to już było naprawdę karygodne. Niech wraca do tej swojej Australii i więcej nie wraca! Mam już go po dziurki w nosie. Ile można? Jeszcze jeden taki numer z jego strony i zgłoszę to na policję. To jest... Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu była Juliet.
- Hej Juliet. - Starałam się mówić normalnie. 
- Cześć Josie. Może wpadniesz dziś do Jamesa i pójdziemy w trójkę na imprezkę? Co? - Genialnie...
- Wspaniały pomysł! To o której mam po was wpaść? - Powiedziałam entuzjastycznie.
- Bądź o dziewiętnastej. 
- Okey. Będę. Pa. - Odpowiedziałam.
- Pa. - Juliet, genialny człowiek.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz