sobota, 12 lipca 2014

8.

Nagle usłyszeliśmy oklaski i okrzyki. Towarzystwo przyłapało nas na całowaniu.
- Chyba już oficjalnie jesteśmy parą. - Szepnął mi do ucha Luke.
- No chyba tak. - Z odpowiedzią posłałam mu uśmiech.
- Niech żyją nam...Niech żyją...Niech żyją nam...Niech żyją... - Jak zaczęli śpiewać to nie było końca. - A kto? Luke i Josie!!!
- Zwiewamy? Chyba się nie zorientują. - Luke mówił do rzeczy.
- Zwiewamy. - Zgodziłam się.
I naprawdę się nie zorientowali. Mieliśmy mnóstwo czasu dla siebie, jako para. A że dochodziła już trzynasta, Luke zabrał mnie na lody. Jak pasowało zapłacił za mnie. On chyba dużo o mnie wie. Wiedział , że do moich ulubionych lodów należą wiśniowe i takie też mi kupił. Nie pożałował też pieniędzy na bukiet tulipanów. Poznałam go trochę i naprawdę mogę stwierdzić, że jego tylko wygląd sprawia pozory niegrzecznego chłopca, a tak naprawdę jest przystojnym, zabawnym intelektualistą. Zapewnił mi też kilka innych atrakcji, a między innymi jazdę na rolkach, którą od tej pory uwielbiam. Świetnie się z nim bawiłam.
- My tu picu, picu, a czas leci. Wiesz może,która godzina? - Zapytałam.
- Nooooo. Dochodzi dwudziesta. - Odpowiedział Tak seksownym głosem, że nie chciało mi się go zostawiać, ale wiedziałam, że już i tak będę miała przekichane u mamy.
- Muszę iść - Zerwałam się nagle. - Do zobaczenia.
Próbowałam go pocałować w policzek, ale nie udało się, bo przeszkodziły mi usta.
- Odprowadzę Cię - Powiedział wstając.
- Nie trzeba - Próbowałam go zbyć bez powodu.
- Nie ma innej możliwości, niż ta, żebym Cię odprowadził. - Nalegał.
- Nie ma mowy. Wrócę sama. Jestem dużą dziewczynką. - I ruszyłam do domu.
Nie uszłam pięciu kroków i nie wiadomo w jaki sposób, już byłam na baranie u Luka.
- Nie da się z Tobą negocjować. - Stwierdziłam.
- Nie da - Potwierdził.
I oboje zaczęliśmy się śmiać, kontynuując konwersację.           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz