czwartek, 24 lipca 2014

17.

'Pov's Jo'
Odruchowo podbiegłam do Luke'a. On stał chowając telefon.
- co słyszałaś - spytał
- Nic wzbudzającego podejrzenia. - Odpowiedziałam sarkazmem. - A za co masz zamiar płacić 'z góry', kotku?
- Jo. - Zaczął. - Wiem co sobie teraz myślisz, ale to nie dla mnie.
- To dla kogo? - Byłam gotowa wyssać z niego wszystko co wiedział.
- To...to...to dla Michaela... - Wydusił bezbronny.
- Jeżeli to dla Michaela, to dlaczego ty to załatwiasz? - Próbowałam go zrozumieć. - A nie on sam, co?
- Jose, jeżeli ty tak na każdym kroku będziesz mnie kontrolować, podejrzewać to nasz związek nie ma sensu. Musimy sobie ufać... - Odwrócił kota ogonem.
- A jaki dajesz powód do zaufania? Co? - Byłam bliska wybuchu gniewu. - Wiesz co? Masz rację, nasz związek NIE MA sensu...
- Jo, uspokój się. Musisz opanować emocje. Porozmawiamy jak się uspokoisz, dobrze? - Co on sobie kurwa wyobraża.
- Dobrze. - Zbyłam go, ale nie miałam zamiaru z nim rozmawiać już nigdy.
- No widzisz, już inaczej się rozmawia. - Rzekł i poszedł.
- Ja pierdole! Jaki dupek! - Zwróciłam się do Mii i też ruszyłam w swoim kierunku.
Tak szłam, szłam i szłam. I nagle uświadomiłam sobie, że jestem koło tej starej fabryki koło której Luke się umówił po odbiór. Byłam ciekawa jak to wygląda. Zarzuciłam kaptur na głowę i zrozumiałam, że wyglądam teraz jak typowe dresy. Stanęłam na rogu fabryki i czekałam. Oczywiście nie mogłam być pewna, że za chwilę się tu pojawią, ale jednak miałam jakieś przeczucie. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch funkcjonariuszy. Byłam zdziwiona. Podeszli do mnie.
- Co tutaj robisz dziewczyno? -  Zapytali zdenerwowani. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Co mogłam powiedzieć? dziewczyna w dresie przy fabryce rozglądająca się,
- Ja po prostu.. - nie dokończyłam ponieważ jeden z policjantów złapał moje ręce i zakuł kajdankami.
- Jesteś zatrzymana..
- Na podstawie?
- Oj ty już wiesz kochaniutka - powiedział i zaczęli prowadzić mnie do radiowozu. W duchu karciłam się że w ogóle tu przyszłam. A wydaje mi się iż cała ta grupka zmieniła miejsce spotkania.

***
Siedziałam na komisariacie czekając na rodziców. Po 'wytłumaczeniu' tego całego zdarzenia z fabryką i że nie wiedziałam nic o całej tej sprawie postanowili mi uwierzyć i dać spokój jednak będą mieli na mnie oko.
Gdy pojawili się rodzice chciałam przytulić ich przytulić i przeprosić jednak przyjechały z nimi moje dwie 'siostry' których nawet nie znałam. Zrobiłam minę jakby świat mi się zawalił i straciłam nagle jakąkolwiek ochotę na powrót do domu.
- Jo dziecko wiesz jak nas nastraszyłaś - powiedział tata ledwo oddychając - mama dostała prawie zawału, a te narkotyki, oboje dostaliśmy zawału - zaśmiałam się szczerze.
- wiecie że nigdy bym wam tego nie zrobiła - powiedziałam uspakajając ich. Oni tylko uśmiechnęli się. - A co do moim siostruni to ja nie mogę być na was zła - powiedziałam - chce je poznać w końcu jesteśmy tak jakby rodziną.
- będziesz miała czas żeby je poznawać..
- tak? - spytałam speszona
- będą od dziś z nami mieszkać - mogę sobie wyobrazić jak ja w tej chwili wyglądałam.
- co? ale gdzie? - spytałam
- no własnie, przeprowadzamy się do większego mieszkania
- na prawdę? to z jednej strony świetnie a z drugiej dziwne - powiedziałam.
- dobrze zbierajmy się stąd a i musimy zawieść dokumenty do szpitala - powiedziała mama.
- własnie Julie, wybudziła się?
- tak, ale musimy zawieść te dokumenty, wszyscy tam są.
- nie powiedzieliście im że jestem tutaj nie?
- powiedzieliśmy czemu mielibyśmy nie powiedzieć?
- może jednak wrócę do domu sama pieszo? - spytałam.
- niema mowy - powiedział tata. Wyszliśmy z budynku i samochodem mamy pojechaliśmy do szpitala. Siedziałam obok obcych dziewczyn które były bardzo smutne. Zaczęłam czuć się nieswojo, a jeśli to prze zemnie?
- ej powinnyśmy się poznać - wypaliłam jak głupia. One tylko popatrzyły na mnie, po czym blondynka przywitała się ze mną.
- jestem Faith - podała mi ręką w świetle latarni wyglądała tak idealnie. Przez to zawstydziła mnie. Miała idealne włosy, krótkie ale idealne. Zwiewną szarą sukienkę i czarne koturny. A jej nogi. Czemu ja tak nie wyglądam?
- ja jestem Clarie - powiedziała brunetka. Była identycznie piękna jak jej siostra. Miała długie włosy do pasa, kilka tatuaży na ręce i wyglądała jak typowy punk. Miała podobną twarz do mojej jednak miała większe oczy i w kolorze brązowym. Po dojechaniu wyszłam z samochodu jak na skazanie. Już wodze twarz Luke'a. A co on sobie pomyśli że chciałam mu zaimponować? nie. Po wejściu do sali ujrzałam Julie. Miała kilka siniaków na twarzy i rękę w gipsie. Wyglądała jak siedem nieszczęść. Po wejściu wszyscy zwrócili wzrok nie na mnie a na moje idealnie piękne siostry. Zrobiło mi się smutno a zarazem niedobrze. Wiedziałam że teraz wszystko się zmieni, o 180 stopni. Większość przywitała się z nimi jednak jedna osoba która zwróciła moją uwagę siedziała i patrzyła na mnie z cwaniackim uśmiechem - Luke. Przez chwile biliśmy wojnę na wzrok a potem wstał i przywitał z dziewczynami. Jedną poznał dość dogłębnie. Byłam zazdrosna nie powiem. Nikt nie pytał o mnie i policje wszyscy byli zafascynowani moim siostrami. Postanowiłam opuścić ten dom wariatów. Wychodząc rozmyślałam co oni widzą w tych dziewczynach. A Luke? on wcale ale to wcale mnie nie obchodzi. Zamknęłam oczy.
- ej - zawołał ktoś. Gdy otworzyłam je ujrzałam wysokiego bruneta który stał przede mną. - uważaj księżniczko jak chodzisz - uśmiechnął się przyjaźnie.
- przepraszam, rozmyślałam..
- o chłopaku?
- kurcze to tak widać?
- eh większość dziewczyn o tym myśli - uśmiechnęłam się w odpowiedzi - wiesz gdzie może jest pokój Julie - popatrzył na telefon - Dolley?
- to tu.. ja ją znam jesteś z jej rodziny?
- nie, szukam Josephine Ciling -  powiedział z widocznym amerykańskim akcentem.
- to jam a ty jesteś? - spytałam niepewnie.
- jestem Logan, brat Faith i Clarie
- nie mów że ty też jesteś moim bratem!? - zapytałam żałośnie
- nie akurat nie - uśmiechnął się -  choć trochę przykro bo kto by nie chciał mieć takiej ślicznej siostry - oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Rozmawialiśmy tak o jego mamie, która zmarła i dlatego od dziś będą mieszkać razem z nimi oraz o jego wielkiej pasji jaką jest pływanie. Wszystko było by dobrze gdyby nie pojawił się Luke. Objął mnie znacząco.
- z kim rozmawiasz? - spytał, przytulając mnie.
- to Logan i mnie puść - oparłam
- to twój chłopak -spytał Logan.
- nie wiem - opowiedziałam.
- co 'nie wiem'? - spytał Luke - nagle jesteś ze mną a potem nie ja go nie znam, jesteś dziwna i niezdecydowana księżniczko  - powiedział odchodząc w inną stronę.
- zapewnię o nim rozmyślałaś - powiedział mój towarzysz
- wiesz co nie wiem czemu ta całą 'miłość' jest tak cholernie trudna
- też jej nie rozumiem - szepnął mi do ucha i poszedł przed siebie do Faith i Clarie.
Ja postanowiłam znaleźć Luke'a i z nim pogadać. Szukałam go po całym szpitalu. Znalazłam go przed budynkiem palącego papierosa.
- kogo my tu widzimy - powiedział gasząc resztkę papierosa.
- o co ci chodzi?
- o nic, a gdzie twój chłoptaś?
- przestań Luke, wiesz że jestem z tobą
- ostatnio nie jestem pewny - powiedział - jak było w pace?
- widziałeś mnie?!
- tak widziałem Cie, ale naprawdę myślisz że bylibyśmy tak głupi by spotkać się tam gdzie jest najwięcej policji? - zaśmiał się podle.
- myślisz że mnie kurwa cokolwiek obchodzi gdzie i z kim się spotykasz?
- no tak, gdybyś coś do mnie czuła to by Cie obchodziło - powiedział po czym zrobiłam wielkie oczy i mnie zamurowało. Tak zrobiłam to dla niego ale nie chciałam by myślał że ma mnie na wyłączność.
- czy ja kiedykolwiek powiedziałam że Cie nie kocham albo nic do Ciebie nie czuje?! gdybym Cie nie kochała to najprawdopodobniej siedział byś w pace za te twoje 'ciemne' sprawki,  masz mnie i to co czuje  głęboko w dupie! nawet gdybym skoczyła dla ciebie w ogień i tak nie zaimponowała bym Ci tak byś uznał mnie za swoją dziewczynę! - wykrzyczałam to co tak naprawdę było we mnie od dawna. Popatrzył na mnie zdziwiony. Zaczynałam czerwienić się jak cegła.
- czyżby? - powiedział po czym uśmiechnął się pokazując dwa dołeczki w jego policzkach.
- co Cie tak rozbawiło?
- twoje zachowanie, trochej jak małe dziecko które straciło ulubioną lalkę
- ja czegoś tutaj nie rozumiem..
- czego?
- ja przed chwilą wyznałam Ci miłość a Ciebie to nie ruszyło?! naprawdę my razem to chora relacja to nie ma sensu rozumiesz, nie ma sensu. Najlepiej będzie jak ty wrócisz do życia z przed poznania mnie.
- co - zaśmiał się - zrywasz ze mną?
- emm tak
- to bez sensu - powiedział. Zaczęłam wracać do szpitala. - nadal uważam że jesteś dzieckiem które nie dorosło do bycia z kimś w związku - wykrzyczał gdy wchodziłam do budynku. Zrobiło mi się cholernie smutno. nagle na kogoś wpadłam.
- hej Jose coś się stało? - spytała Clarie.
- wiesz co ja nie wiem co jaw nim takiego widziałam - powiedziałam przez łzy. Ona tylko przytuliła mnie.
- nie był wart - powiedziała wycierając mi łzy - jeszcze mu pokarzemy - powiedziała a w moim sercu zapaliła się iskierka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz