'Pov's Jo'
Obudziłam się w wielkim, małżeńskim łóżku, opleciona ramionami Luke'a. Przetarłam oczy. Wyszłam z objęć chłopaka i zaczęłam zbierać moje ubrania i szukać łazienki. Przeszłam dużym korytarzem poszukiwaniu pokoju. Ubrałam się w rzeczy z wczorajszego wieczoru. Odświeżyłam się oraz zaczęłam szukać kuchni. Gdy zeszłam na dół, ku mojemu zdziwieniu nie byliśmy sami. Po wejściu do kuchni natknęłam się na, najprawdopodobniej mamę Luke'a.
- dzień dobry - powiedziałam nie pewnie. Bo co by tu powiedzieć.
- cześć, jak się spało?- spytała. Byłam troszeczkę stremowana do tego wygadałam jak mała szara myszka.
- dobrze - dopowiedziała uśmiechając się niepewnie
- siadaj, co chcesz na śniadanie? - spytała.
'Pov's Julie'
Po wczorajszym wieczorze jak zawsze nocowałam u Jamesa. Bycie jego dziewczyną nie jest aż takie łatwe jak by się wydawało. Jego życie polega na imprezach a moje bardziej przyziemnych sprawach jak szkoła czy praca. Bawiłam się razem z jego kotem gdy w pokoju pojawiła się pani McVey. Ubrana jak zawsze w same markowe ciuchy przywitała mnie pustym uśmiechem.
- witaj Julie
- dzień dobry
- wiesz mam do Ciebie małą prośbę
- słucham
- wiesz ja z moim mężem musimy wyjść a James jeszcze śpi czy mogła byś mu przekazać że jesteśmy już w drodze do Ameryki, wczoraj nie miałam serca by go budzić
- tak, przekaże mu
- oh dziękuje Ci
- nie ma za co - oprowadziłam ją wzrokiem do drzwi. Gdy tylko usłyszałam odjeżdżający samochód napisałam kartkę James'owi i postanowiłam przejść się do Jo. Za oknem choć był dopiero sierpień było zimno. W nocy padało więc woda jeszcze nie zdążyła wsiąknąć. Po dotarciu zapukałam.
- dzień dobry jest Jo
- nie własnie nie - odpowiedziała mam Josie - myślałam żę jest u Ciebie
- co? aa no tak znaczy przypomniało mi się że nocuje u Mi
- naprawdę, wybierasz się może do niej?
- tak, idę w tamtą stronę
- mogłabyś przekazać jej by wróciłam jak najszybciej do domu, musimy pogadać
- tak, do widzenia
- do widzenia
Nie miałam pojęcia gdzie jest Josie. Pomyślałam że może być u Mi, jednak wolałam się upewnić.
- hej Jo
- tu akurat nie Jo - spojrzałam jeszcze raz na wyświetlacz, numer pod który dzwoniłam wyświetlał Jo nie Luke'a.
- mógłbyś mi ją podać?
- tak
- dzięki
- hej Julie
- naprawdę?
- o co chodzi?
- jesteś z Lukiem, myślałam że zajmie to wam dłużej żeby się przeprosić
- no to się myliłaś, coś się stało?
- tak, twoja mam Cie szuka, chce z tobą pogadać
- będę w Clifton jak najszybciej
- Jo - nie dała mi dokończyć, rozłączyła się. Zaczęłam biec. Deszcz zaczął padać tak gęsto iż nie widziałam co robię. Ostatnie co widziałam to światłą a potem uderzenie po którym straciłam przytomność.
'Pov's Jo'
***
Byłam w Clifton około czternastej. Nie wiedziałam co mogło się stać w domu. Wpadłam do domu jak burza. W salonie siedziała mam z tatą i dwoma nieznajomymi dziewczynami.
- Jo siądź - powiedział tata
- co to za ludzie
- właśnie o tym chcemy z tobą porozmawiać - odparła mama
- to są, one są twoimi siostrami
- co przecież, ja nie mam sióstr - oparłam - mam tylko Deana
- to są twoje siostry ze strony taty - oparła smutna mam
- co?! zdradzałeś mamę? - cisza - ty jesteś straszny, brzydzę się tobą
- Josephine nie odzywaj się tak do swojego ojca - krzyknęła mama
- nie widzieliśmy się cztery lata chciałem żyć na nowo - odparł jakby był aniołem który nic nie zrobił
- i co zdradziłeś mamę, ona przez Ciebie miała depresje rozumiesz, on było tobie wierna - powiedziałam przez łzy które spływały po moim policzkach
- Jo! - skrzyknęła mama. Dwie dziewczyny siedziały jak słupy.
- a one, one nie są moimi siostrami rozumiesz, nie są - powiedziałam wybiegając z domu. Deszcz padał tak jakby nie miał końca. Byłam przemoknięta. Chciałam zostać sama. Postanowiłam pójść do Mi. Droga którą przeszłam była pełna błota a moje vansy wyglądały jakbym nie prała ich kilka lat. Zadzwoniłam dzwonkiem.
- o cześć.. Jo, jakaś ty mokra - odrapała pani Rene
- dzień dobry, jest morzę Mia?
- ty.. nie wiesz?
- o czym?
- Julie miała wypadek, jest w ciężkim stanie - to co usłyszałam odebrała mi mowę. Nie mogłam myśleć pozytywnie. Nogi ugięły się pod mną. Pamiętam tylko iż leżałam, przez chwile na podeście.
'Pov's Mia'
Siedziałam w sali w której leżała Jo. Dzisiejszy dzień był jakiś przeklęty. Najpierw Julie potem Jo i jeszcze całe zamieszanie z moją przeprowadzką. Siedziałam tak w spokoju aż do sali nie wbiegli James z Lukiem.
- gdzie Julie - spytał przerażony James
- ma teraz operacje
- a Jo wszystko z nią ok? - spytał tym razem Luke.
- tak, tylko zemdlałą gdy dowiedziała się żę Julie, sami wiecie.
Nastała cisza. Taka irytujący cisza. Nikt jej teraz nie potrzebował choć nikt nie miał siły czegokolwiek powiedzieć. Siedzieliśmy tak dłuższą chwile gdyby nie to iż obudziła się Jo. Wyglądała marnie. Byłą blada a mokre włosy przykleiły się do jej policzków.
- co z Juliet - pierwsze słabe pytanie jakie padło w tej sali.
- nie wiem, aktualnie jest na sali operacyjnej - mimowolnie z moich oczu zaczęły lecieć zły. Których nie mogłam pohamować. Są rzeczy których choć bardzo się chce nie można pominąć. Josie przytuliła mnie tylko i szepnęła - 'będzie dobrze'. Ona sama w to nie wierzyła.
***
- James trzymasz się- spytała Jo, czesząc swoje niesforne loki szczotką.
- jak mam się trzymać jak nie wiem czy żyje i czy z tego wyjdzie
- nie martw się, musimy do cholery przestać myśleć negatywnie ale pozytywnie
- Jo, to nic nie da powiedział Luke
- i ty Brutusie przeciwko mnie?
- po prostu ...
- ale wiecie co, każdy ma jakieś problemy i musimy przez nie brnąć..
- a ty Jo jakie masz problemy - spytał James
- dowiedziałam się dzisiaj - krótka przerwa - mam dwie siostry! - krzyknęła
- co? - wszyscy popatrzyli na siebie
- mówisz serio - spytał Luke, dla pewności czy nas nie wkręca.
- nie, mowie prawdę, wiecie nie wiem jak można przez dwadzieścia lat małżeństwa zdradzić kogoś i nie mieć przez to wyrzutów - powiedziała łapiąc się za głowę
- czy co teraz jest czworo Cilingów?
- taa, jak nie więcej, nie wiadomo co ojciec wyprawiał tej swojej Szwajcarii- a chociaż ładne - spytał Luke, na co dostał odpowiedz z uderzeniem w tył głowy od Jo.
- no co nie można spytać
- przypominam że mogę spalić cie na stosie
- dobra, księżniczko Josephine
- kurwa Luke, ile mam Cie prosić przestań mnie tka nazywać!
- nie drzyj się okej
- teraz to nie drzyj a tak to.. - nie dał jej dokończyć ponieważ pocałował ja namiętnie w usta. Chciała bym żeby był tu Calum. Ale musi pracować na opłacenie czynszu. Mieszkają z Lukiem w jednym mieszkaniu a ja sama nie wiem co robi Luke żeby opłacić jego połowę.
- Luke, sorry że pytam, ty pracujesz, studiujesz czy co ty do cholery w ogóle robisz?
- pracuje w wypożyczalni filmowej na rogu Homestead Park
- oczywiście reklama - odparła Jo.
- coś Ci nie pasuje bo możesz zejść z tego miłego przytulnego fotela - zagroził Jo Luke.
- ugh - powiedziała uderzając go w krocze. Nagle do sali wszedł lekarz prowadzący.
- co z nią - spytał James
- żyje, ma tylko złamaną rękę i dwa dwa żebra to nie jest bardzo poważne - powiedział lekarz, jak widnieje na tabliczce - Thriwall.
- jezu, co za szczęście - powiedziała Jo.
- któreś z was jest morze jakąś rodziną? - spytał dr. Thriwall
- tak jakby James, jest jej chłopakiem - powiedziałam
- masz numer do jej rodziców?
- tak
- chodź podasz mi na nich namiary - powiedział i wyszedł z James'em do pokoju lekarskiego.
- myślicie że ciocia Felicity przyjedzie tutaj? - spytała Mia.
- nie wiem, ostatnio jak opowiadała Julie, jest tak zapracowana żę nie zauważyła jak Julie wyjechała do Londynu do ojca - powiedziała poprawiając się na fotelu.
- nie wiem, chcecie coś do picia, pójdę bo nie mogę usiedzieć - powiedziała Jo.
- wiesz co pójdę z tobą -powiedziałam wyciągając portfel.
***
'Pov's Jo'Gdy wracałyśmy usłyszałam rozmowę.
- tak będę czekał na roku starej fabryki - tak, ta sama działka co wcześniej - zapałce z góry. Obie z Mi popatrzyłyśmy po sobie po czym jak telepatycznie połączone wyszeptałyśmy 'narkotyki'
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz