poniedziałek, 28 lipca 2014

18.

Przeszłyśmy do pokoju Julie. Po drodze doprowadziłam moją twarz do zwykłego stanu. W pokoju był tylko James i Mia.
- jak się masz - spytałam Julie.
- pytanie, wszystko mnie boli i ta ręka, najgorsze co mogło się stać - powiedziała łamliwym głosem. - a ty gdzie byłaś?
-  czy to takie ważne?
- wydaje mi się że tak, ale jeśli nie chcesz mówić to nie - powiedziała.
- wiesz... byłam... na spacerze musiałam nad czymś pomyśleć, powiem Ci jak będziemy tylko we dwie
- czyli babskie sprawy?! - powiedział James.
- tak jakby - powiedziałam patrząc na niego z niepokojem. Zapadła cisza. Nagle do Mi zadzwonił telefon.
- halo? - spytała wychodząc z sali. Nagle wbiegła Susan. Popatrzyła na nas i wypaliła.
- matko Julie jak ty mnie nastraszyłaś - powiedziała ledwo oddychając
- no jak widzisz żyje - powiedziała Julie.
- śmieszne - powiedział Sus robiąc minę obrażonej. - właśnie Jo, widziałam tego twoje chłopaka powiedziała blondynka. Po chwili byłam całą czerwona.
- ej okej? - spytał James.
- o co Ci chodzi? - spytałam - wiesz na razie nie obchodzi mnie co robi - zwróciłam się do mojej przyjaciółki. Wiecie on nie jest teraz już ważny. - wypaliłam na koniec.
- ej coś się stało - spytał James
- zerwaliśmy - powiedziałam po czym wszyscy zwrócili wzrok na mnie - no co?! tak musiało się stać
- pewnie się pogodzicie - powiedziała Julie
- nie wydaje mi się - szepnęłam do siebie gdy do pokoju weszła Mia
- dzwonił Mac i powiedział że dzisiaj jest ta impreza i musisz na niej być James - powiedziała na jednym wdech. Sytuacja była dość dziwna ponieważ po usłyszeniu imienia 'Mac' James jakby podskoczył w swoim fotelu.
- niby cholera jak on sobie to wyobraża przecież Julie - nie skończył ponieważ Julie mu przeszkodziła
- nie trać tego prze zemnie, idź - powiedziała - i wy dziewczyny też. - długo kłóciliśmy się o to czy iść czy nie Mia i ja byliśmy na nie James chciał pójść jednak Julie nie puści go samego ta tę imprezę. tak więc idziemy jako obstawa Jamesa. Dla mnie to dobrze że nie będę musiała siedzieć w czterech ścianach domu i rozmyślać. Postanowiłam zadzwonić po Clarie i Faith. Faith postanowiła zostać w domu za to Clarie ucieszyła się jak małe dziecko gdy usłyszała jakie mamy plany.Tak więc  całą czwórką pojechaliśmy do Mac'a.

***
Impreza powoli się rozkręcała, siedzieliśmy na kanapie w rogu. Nie zanosiło się by ten wieczór był udany. Zaczęłam się martwić gdy James zniknął na chwile. Po chwili przyszedł, ale nie sam. Luke stał tam z jakąś dziewczyną. Myślałam że wybuchnę. Co on sobie myślał?
- hej - przywitał się - to Kylie
- cześć - przywitała się ze mną brunetka.
- cześć - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Była o krok od wybuchu płaczem i to nie kontrolowanym. Zaczęłam sączyć drinka przysłuchując się bardzo ciekawym historią kiedy to i jak Luke poznał swoją nową wybrankę. Postanowiłam przejść się po bar. Niestety on musiał podążyć za mną.
- wydaje mi się że wyszło Ci na rękę to że z tobą zerwałam - wypaliłam.
- wiesz że tak - powiedział uśmiechając się. Z każdą chwilą rozmyślałam czy nie zrobiłam wielkiego błędu.
- tak wiec to trochę dziwne że
- znalazłem sobie dziewczynę?
- znaczy - zaczęłam się jąkać - tak
- wiesz że robię to tylko po to aby Cie zmanipulować?
- doprawdy? no cóż raczej Ci się to nie uda.
- nie bądź taka pewna - powiedział po czym przyciągnął mnie do siebie składając pocałunek na ustach.- i może mi jeszcze powiesz że nie będziesz za tym tęskniła?
- jesteś podły
- ups, tak jakoś wyszło - powiedział - wracam do Kylie, widziałaś jaki ma tyłek? - spytał śmiejąc się. Stałam tam oszołomiona około kwadransie po czym podszedł do mnie Ashton.
- hej Jo
- hej
- co tu tak sama stoisz?
- wiesz nie mam ochoty siedzieć z - pokazałam głową na kanapę - wiesz kim
- słyszałem, słyszałem ale nie wydaje Ci się że to dobrze że się rozstaliście?
- czemu miałabym tak sądzić? - spytałam
- żebyś może tak umówiła się z kimś innym i zobaczyła jak wygląda to w związku na poważnie?
- Ash co ty masz na myśli - spytałam. Od środka czułam niepokój połączony ze szczęściem.
- nie, na serio mnie rozgryzłaś - po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- wiesz nie miała bym nic przeciwko temu gdybyś zaprosił mnie na randkę
- czyli to znaczy że mówisz tak?
- ymm 'tak'.

'Pov's Susan'
Siedziałam w szpitalu wraz z Julie. Moje powieki same opadały. Byłam zmęczona a Julie siedziała jakby na szpilkach. Chciała bym się dowiedzieć o co chodzi jednak ona była zamknięta w sobie. Odpowiedziała tylko ' Tak' lub 'Nie'. Postanowiłam nie próbować już więcej. I nie musiałam, do sali weszła ta siostra Jo, 'Faith', z...JAKIE CIACHO. Znaczy z jakimś chłopakiem.
- Cześć - Przywitałam się kulturalnie.
- Witam. Mam na imię Logan, a ty ślicznotko? - Jaki romantyk...
- Suzy...Do wszystkich tak zarywasz? - Odpowiedziałam śmiało.
- Nie. - Odpowiedział w tym samym momencie co Faith.
- Tak. - Zaśmiałam się.
- Ej nie psuj mi pierwszego wrażenia. - Powiedział do Faith z żalem w głosie. 
- Dobra, nie ważne. - Powiedziała Faith. - Jak się czujesz Julie?
- Już lepiej, ale czuję, że sprawiłam wam wszystkim kłopot. Tak się o mnie martwicie. - Powiedziała ze smutkiem.
- Nie no, co ty? - Powiedziałam z Faith równocześnie.
- Nie no jednak mam wyrzuty sumienia. - Upierała się. - Może gdzieś razem pójdziecie? Widać, że się polubiliście, a ja zostanę z Fai. - Zwróciła się do mnie i Logana.
- Nie zostawi...
- Ależ to świetny pomysł. Prawda Suz? - Przerwał mi Logan. Zamurowało mnie, musiałam mu się podobać skoro tak mu zależało na wspólnym wypadzie.
- Wiedziałem, że się dogadamy. - Nie czekał na moją odpowiedź. - No to my już pójdziemy. Do zobaczenia.
- Papa. - Odpowiedziały śmiejąc się.
Wziął mnie za rękę i wyciągnął z sali. Zatrzymaliśmy się na korytarzu i wtedy objął moją głowę patrząc w oczy.
- Suzy, przecież widzę, że ci się podobam i ty też mi się podobasz...bardzo mi się podobasz... - Uśmiechnął się. Pocałowałam go. Nie mogłam się powstrzymać.
- Przepraszam. - Wydukałam.
- Nie przepraszaj. To mi się podobało. - Pocałował mnie.
  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz