Bawiłam się z Ashtonem wspaniale. Genialnie tańczy. Czułam, ze coś z tego będzie. Umówiliśmy się w czwartek o szesnastej. Czyli miałam na wyszykowanie się godzinę. Postanowiłam wyglądać 'ostro'. Clarie i Faith pomogły mi coś wybrać do ubrania. Gdy wciągnęłam to już na siebie, stwierdziłam, iż wyglądam jak punkowa girl. Faith podkręciła me loki i popsikała lakierem go włosów. Clarie zajęła się moim makijażem. Po dokończeniu 'pindrzenia' wyglądałam bardzo dziewczęco, ale z pazurem. I takiego efektu oczekiwałam. Ashton'owi opadnie szczena, kiedy mnie zobaczy. Jak zwykle spotkanie zostało umówione na koncert zespołu, w którym gra. Byłam już gotowa. Gdy schodziłam po schodach zadzwonił dzwonek do drzwi. Zbiegłam najszybciej jak potrafiłam, ale to nie było łatwe w tych wysokich butach od Faith. To był Ash.
- Witaj ślicznot... - Oniemiał. To chyba dobry znak.
- Cześć Ash. - Odpowiedziałam.
- Wyglądasz onieśmielająco... - Skomplementował mnie.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się. - Ty też niczego sobie.
Uśmiechnął się i wziął mnie za rękę. Zaprowadził do auta i kulturalnie otworzył m drzwi. Wsiedliśmy i odpalił silnik swojego sportowego samochodu. Byłam pod wrażeniem. Jego auto to było coś, nie to co rupieć Luka.
Dojechaliśmy na miejsce i weszliśmy do klubu.
- Teraz Cię na chwilę przepraszam, ale muszę lecieć, bo zaraz zaczynamy. - Powiedział pobiegł na scenę.
Podczas koncertu wszystkie dziewczyny krzyczały " I love you, Ash ". Ale on patrzył tylko na mnie. To było takie słodkie. Luke to zauważył. I wtedy krzyknął:
- Kocham Cię... - Zaciął się. - Kylie.
Po koncercie tańczyłam z Ash'em cały czas. Czułam się jak w niebie. To przez Ashtona. Był takim dżentelmenem.
- Jak się bawisz? - Zapytał.
- Jak nigdy przedtem! - Przekrzyknęłam muzykę. - Ale muszę do toalety.
- Okey. - Powiedział. - Poczekam.
- Zaraz wracam. - Obiecałam i poszłam.
Drogę do toalety torował mi Luke.
- Szybko znalazłaś sobie pocieszyciela. - Powiedział.
- Po pierwsze, to sam mnie znalazł. A po drugie to samo można powiedzieć o tobie. - Rzekłam i przepchnęłam się do ubikacji.
Gdy wychodziłam też na mnie czekał.
- Ja to nie to samo co ty. A po za tym dla mnie nigdy się tak nie wystroiłaś. - Powiedział z wyrzutem.
- No wiesz, nie byłeś tego wart. Nie myślałam, że okażesz się takim dupkiem, ale coś mi w duchu podpowiedziało, żeby tego nie robić. Ale za to teraz mi mówi, że Ash to jest ten. - Wytłumaczyłam. - A na ciebie przypadkiem nie czeka Kylie?
- Nie ma jej tutaj. - Powiedział.
- To czemu krzyczałeś, że ją kochasz skoro jej tu nie ma? - Dziwny jest.
- Żebyś była zazdrosna. A Kylie to moja koleżanka. - Przyznał się.
- No i po co robić z siebie błazna? I tak Ci się to nie udało. - Powiedziałam. - Wracam do Ashtona, widziałeś jaki ma tyłek? - Zrobiłam Lukowi na złość i poszłam.
- To wracamy na parkiet? - Powiedziałam do Asha idąc.
- Z tobą? Zawsze. - I porwał mnie w rytm muzyki.
***
"Pov's Julie"
- Wiesz, chyba nie powinniśmy. Dopiero co się poznaliśmy. - Powiedziałam wydostając się z niego uścisków.
- To źle, że się polubiliśmy? - Zapytał zdegustowany.
- To bardzo dobrze. - Zgodziłam się. Pocałował mnie. Było miło.
- Przestań! - Krzyknęłam. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Słucham i nie zabroniłaś mi cię całować. - Powiedział.
- To od tej pory Ci zabraniam. - Co ja robię? - Przytulił mnie, wziął na ręce i zaczął gdzieś nieść.
- Ej gdzie mnie zabierasz. - Brak odpowiedzi. Spoliczkowałam go. Nadal zero reakcji. Wszedł do jakiejś sali i zamknął nas na klucz. - Ej co ty robisz? W tej chwili mnie wypuść!
- Nie wypuszczę cię puki mi nie pozwolisz się całować. Mogę wyjść w twoich prześlicznych oczętach za psychopatę, ale musisz mi pozwol... - Nie wytrzymałam tego gdakania. Rzuciłam się na niego i zaczęłam bić.
- Posłuchaj psychopato, mnie nie będziesz przetrzymywał nigdzie jeżeli nie wyrażę pozwolenia! Rozumiesz?!- Kolejny plask.
- Rozumiem. Więc wyrażasz zgodę? - Wyparował.
- No powiedzmy. To jakie atrakcje zapewniasz? - Zażartowałam, ale nadal z niego nie zeszłam.
- Dużo atrakcji. Co tylko zechcesz. - Uśmiechnął się. - To co chcesz?
- Chcę loda. - Powiedziałam i po chwili dodałam. - Truskawkowego.
- Szkoda. Już myślałem...- Spoliczkowałam go.
- Co myślałeś? - Zapytałam.
- Nic, nic. - Wyjąkał.
- Ej gdzie mnie zabierasz. - Brak odpowiedzi. Spoliczkowałam go. Nadal zero reakcji. Wszedł do jakiejś sali i zamknął nas na klucz. - Ej co ty robisz? W tej chwili mnie wypuść!
- Nie wypuszczę cię puki mi nie pozwolisz się całować. Mogę wyjść w twoich prześlicznych oczętach za psychopatę, ale musisz mi pozwol... - Nie wytrzymałam tego gdakania. Rzuciłam się na niego i zaczęłam bić.
- Posłuchaj psychopato, mnie nie będziesz przetrzymywał nigdzie jeżeli nie wyrażę pozwolenia! Rozumiesz?!- Kolejny plask.
- Rozumiem. Więc wyrażasz zgodę? - Wyparował.
- No powiedzmy. To jakie atrakcje zapewniasz? - Zażartowałam, ale nadal z niego nie zeszłam.
- Dużo atrakcji. Co tylko zechcesz. - Uśmiechnął się. - To co chcesz?
- Chcę loda. - Powiedziałam i po chwili dodałam. - Truskawkowego.
- Szkoda. Już myślałem...- Spoliczkowałam go.
- Co myślałeś? - Zapytałam.
- Nic, nic. - Wyjąkał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz