- James mogę na chwile zabrać twojego kolegę - spokojnie powiedziałam. Choć w środku cała się trzęsłam.
- pogadajcie tutaj, nie będę wam przeszkadzał - powiedział ze swoim cwaniackim uśmiechem, czy ja się przesłyszałam. No nie. Dzisiaj wszystko jest przeciw mnie, nawet mój najlepszy przyjaciel.
- ugh - burnknełąm i przywołałam Luke'a palcem.
- mama Cie nie uczyła że nie pokazuje się palcem - powiedział. Najpierw jest miły potem wredny. Co z nim nie tak.
- uczyła do ludzi z mojej ligi - powiedziałam uśmiechając się ironicznie. - wracają przylazłam tu tylko po to żeby dowiedzieć się z skąd masz mój numer telefonu - powiedziałam. Ugh. Bożę. Wyglądał niesamowicie. Czarny t-shirt, dopasowane spodnie, vansy no i beanie. Nie powiem, był w moim typie ale do cholery nie po to tu przyszłam. Nagle do naszej rozmowy włączył się James.
- ja mu go dałem - powiedział obojętnie. Co przecież. Nie, nie, nie.
- co po co, do cholery - zaczęłam wydzierać się na cały dom.
- Josie uspokój się, okej, poprosił mnie to mu dałem - powiedział kładąc ręce na moich ramiona. Byłam wkurzona. A ten 'idealny' tylko się uśmiechał. Miałam dość. Postanowiłam wyjść z tego domu, zaczerpnąć powietrza i pogadać z Mi. Zbiegłam po schodach zostawiają za sobą dwóch idiotów. Nigdy nie przeklinałam ani nie denerwowałam się aż tak, jednak oni coś zmienili. Musze porozmawiać z mamą. Mam nadzieje że poradzi mi co z nim zrobić. Choć może lepiej nie? a co jeśli pójdzie na policje on końcu nic nie zrobił. Eh, mam wielki mętlik w głowie.
*
Podczas drogi do domu, dzwoniłam do mamy z trzysta razy. Zawsze ta cholerna sekretarka. Przechodziłam właśnie koło Homestead Park. Postanowiłam siąść i pomyśleć. Nie miałam pomysłu co zrobić. Taki burdel. A co do Luke'a to był mój najmniejszy problem. Mama nie odbierała, do tego nie wiem co ze szkołą tak samo jak i ze studiami. Moje plany zmieniły się po odejściu ojca. Zawsze chciał bym została prawnikiem lub lekarzem. Mama za to bym została nauczycielką. Tata nie zmarł. Po prostu zostawił mamę ze mną i Deanem, gdy miałam trzynaście lat. Odbiło się to na nas. Mama przez długi czas miała depresje i nie najmowała się firmą ani nami w należyty sposób, ale rodzina McVeyów przyjęli nas pod swój dach. Przez trzy lata mieszkałam u Jamesa w domu. Potem mam zebrała siły i od tego czasu poświęca nam dużo czasu. Przypomniałam sobie jak spędzałam czas z tatą. Zachciało mi się płakać. Zły spływały mi po policzkach strumieniami. Minęło już pięć lat a ja nadal rozpaczam. Nagle poczułam czyjąś obecność. Okazało się iż to był ten 'idealny'. Nie potrzebowałam jego obecności w tej chwili.
- płaczesz przez mnie? - spytał
- nie, nie po prostu, nie ważne - powiedziałam wycierając twarz rękawem swetra.
- możesz mi powiedzieć - powiedział i uśmiechnął się przyjaźnie.
- miałeś kiedyś tak że czułeś do kogoś tak wielki smutek i złość że aż Ciebie i to bolało? - spytałam
- emm, nie - powiedział. Chciał pomóc ale on nigdy nie stracił ojca.
- ja właśnie takie coś przeżywam - powiedziałam, chciałam już wstać jednak mnie zatrzymał.
- kto Cie skrzywdził, bo po tym co mówisz tak musiało się stać - powiedział.
- mój ojciec - powiedziałam
- on cie, no wiesz - to co powiedział było nie dorzeczne. Aż mnie rozbawił.
- nie - uśmiechnęłam się. - po prostu zostawił nas - powiedział po czym od razu posmutniałam. Nagle mnie przytulił. Tak bez niczego. Po prostu. To było z jednej strony dziwne, jak tak małe coś może poprawić mi humor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz